Pokazywanie postów oznaczonych etykietą george mackay. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą george mackay. Pokaż wszystkie posty

"Jeżeli nadejdzie jutro" - recenzja


dramat/romans
oryginalny tytuł: How I Live Now
rok: 2013
reżyseria: Kevin Macdonald
scenariusz: J. Brock, T. Grisoni, J. Torne, P.Skinner

Wciąż ze słuchawkami na uszach, arogancka, samolubna, zarozumiała – tego typu dziewczyny w filmach nazywa się zbuntowanymi nastolatkami. Taka właśnie jest wysłana przez ojca do ciotki w Anglii Daisy, która od początku ostentacyjnie pokazuje swoje niezadowolenie z podróży. Do tego na miejscu okazuje się, że w domu panuje chaos, jest brudno i brzydko, a ciotka szybko wyjeżdża zostawiając dziewczynę z grupką irytujących ją dzieci i Edmondem, z którym mimo początkowej niechęci zaczyna nastolatkę łączyć uczucie jakiego wcześniej nie znała. Szczęście jednak nie trwa długo, bo w końcu nastaje od początku filmu zbliżająca się wojna. Jeśli od samego opisu już was mdli to tak, możecie sobie darować. Dla dojrzanego widza wątek miłosny może być… w najlepszym wypadku nie robić wrażenia. Mnie na szczęście jeszcze takie filmy ruszają, chociaż z bólem serca przyznaję, że coraz mniej. Mimo pobocznych wątków jest to przede wszystkim love story z wojną w tle – dosłownie. Temat ten jest potraktowany nieco po macoszemu oprócz jednej mocniejszej sceny. Niby wojna nie jest tylko wspomniana - steruje losami bohaterów i praktycznie cały czas akcja krąży wokół niej, ale i tak mimo tego i innych prób wątek ten dla bardziej dojrzałego widza jest mało realistyczny. Jakby tego było mały film ociera się o fantasy - czytanie w myślach i rozmowy ze zwierzętami. Jest to subtelnie zaznaczone, ale niektórych mogą zirytować te naciągnięcia, chociaż na swój sposób dodają też całej tej historii magii – zależy już od widza. Mnie nieszczególnie się podobały.