Urodziła się w 1994 roku w Nowym Jorku, w którym mieszka obecnie. Dzieciństwo spędziła w Irlandii (jej rodzice są Irlandczykami). Ma podwójne obywatelstwo. Otrzymała dwie nominacje do Oscara - w wieku 13 lat za rolę drugoplanową (Pokuta) oraz pierwszoplanową (Brooklyn). W języku irlandzkim jej imię oznacza wolność. Przegląd filmów z... Saoirse Ronan.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą saoirse ronan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą saoirse ronan. Pokaż wszystkie posty
"Lost River" - recenzja
fantasy/thriller
rok: 2014
reżyseria: Ryan Gosling
scenariusz: Ryan Gosling
Ben Mendelsohn, Christina Hendricks, Saoirse Ronan, Eva Mendes, Matt Smith - trzeba przyznać, że Gosling zgromadził bardzo ciekawą ekipę do swojego reżyserskiego debiutu. Niestety z resztą nie poszło tak gładko. Jak to z debiutami bywa zbiór (trzeba przyznać oryginalnych) pomysłów został przedstawiony w nie do końca uporządkowany i dający się z pełną przyjemnością oglądać sposób. Jeśli jednak potraficie docenić pozycje, których najistotniejszymi elementami są klimat i zdjęcia to "Lost River" może was zainteresować. To one są mocą filmu i to za nie można tę dziwaczną produkcję pokochać lub umrzeć na niej z nudów.
rok: 2014
reżyseria: Ryan Gosling
scenariusz: Ryan Gosling
Ben Mendelsohn, Christina Hendricks, Saoirse Ronan, Eva Mendes, Matt Smith - trzeba przyznać, że Gosling zgromadził bardzo ciekawą ekipę do swojego reżyserskiego debiutu. Niestety z resztą nie poszło tak gładko. Jak to z debiutami bywa zbiór (trzeba przyznać oryginalnych) pomysłów został przedstawiony w nie do końca uporządkowany i dający się z pełną przyjemnością oglądać sposób. Jeśli jednak potraficie docenić pozycje, których najistotniejszymi elementami są klimat i zdjęcia to "Lost River" może was zainteresować. To one są mocą filmu i to za nie można tę dziwaczną produkcję pokochać lub umrzeć na niej z nudów.
80 filmów o miłości nastolatków
Na niektórych będziecie płakać, na niektórych się śmiać. W części z nich miłość jest głównym tematem, a w innych zepchnięta jest na drugi plan. Dzisiaj lista (już ponad) osiemdziesięciu filmów, w których przewija się wątek miłości nastolatków. Zapraszam też do drugiego postu (50 filmów ze szkołą w tle) - znajdziecie tam wiele innych propozycji filmowych, których nie ma na tej liście!
Nowy post :)
Młodzieżowe filmy i seriale na Netflixie TUTAJ
1. Zostań, jeśli kochasz
Chloe Grace Moretz, Mireille Enos
"Jeżeli nadejdzie jutro" - recenzja
dramat/romans
oryginalny tytuł: How I Live Now
rok: 2013
reżyseria: Kevin Macdonald
scenariusz: J. Brock, T. Grisoni,
J. Torne, P.Skinner
Wciąż ze słuchawkami na uszach, arogancka, samolubna, zarozumiała – tego
typu dziewczyny w filmach nazywa się zbuntowanymi nastolatkami. Taka właśnie
jest wysłana przez ojca do ciotki w Anglii Daisy, która od początku ostentacyjnie pokazuje swoje niezadowolenie z podróży. Do tego na miejscu okazuje się, że w domu panuje
chaos, jest brudno i brzydko, a ciotka szybko wyjeżdża zostawiając dziewczynę z
grupką irytujących ją dzieci i Edmondem, z którym mimo początkowej niechęci
zaczyna nastolatkę łączyć uczucie jakiego wcześniej nie znała. Szczęście jednak
nie trwa długo, bo w końcu nastaje od początku filmu zbliżająca się wojna.
Jeśli od samego opisu już was mdli to tak, możecie sobie darować. Dla
dojrzanego widza wątek miłosny może być… w najlepszym wypadku nie robić
wrażenia. Mnie na szczęście jeszcze takie filmy ruszają, chociaż z bólem serca
przyznaję, że coraz mniej. Mimo pobocznych wątków jest to przede wszystkim love
story z wojną w tle – dosłownie. Temat ten jest potraktowany nieco po macoszemu
oprócz jednej mocniejszej sceny. Niby wojna nie jest tylko wspomniana - steruje
losami bohaterów i praktycznie cały czas akcja krąży wokół niej, ale i tak mimo
tego i innych prób wątek ten dla bardziej dojrzałego widza jest mało realistyczny.
Jakby tego było mały film ociera się o fantasy - czytanie w myślach i rozmowy
ze zwierzętami. Jest to subtelnie zaznaczone, ale niektórych mogą zirytować te
naciągnięcia, chociaż na swój sposób dodają też całej tej historii magii – zależy już
od widza. Mnie nieszczególnie się podobały.
"Grand Budapest Hotel" - recenzja
oryginalny tytuł: The Grand
Budapest Hotel
rok: 2014
reżyseria: Wes Anderson
scenariusz: Wes Anderson
Grand Budapest Hotel najlepsze lata
ma już za sobą. Znajdujący się w Republice Żubrówka hotel jest w kiepskim stanie, do tego zatrzymuje się w nim niewielu gości. Pewien
goszczący tam pisarz (Law) poznaje starego właściciela hotelu, dzięki którego opowieści cofamy się do lat 30-tych, gdy to pracował jako
lobby boy, a jego mistrzem był znany i szanowany konsjerż Gustave
(Fiennes). Miał jednak dwie słabości - seks z blond starszymi, majętnymi, mieszkankami hotelu oraz intensywny zapach jego ulubionych perfum. O ile to
drugie oprócz drapania w nosie osób wsiadających po nim do windy nie stwarzało
problemów, to pierwsza ze słabości stała się powodem, przez który wplątał się w poważne tarapaty – został oskarżony o zabójstwo Madame D.(Swinton), a
uwierzcie, że z jej rodziną (Brody, Dafoe) nikt nie chciałby mieć na pieńku.
"Nostalgia anioła" - recenzja
dramat/fantasy
oryginalny tytuł: The Lovely Bones
rok: 2009
reżyseria: Peter Jackson
scenariusz: Peter Jackson, Fran Walsh, Philippa Boyens
Spodziewałam się wyciskacza łez, czegoś przejmującego i
melancholijnego. Niestety ani się nie wzruszyłam ani też specjalnie nie
zaangażowałam w historię, jednak nie chcę się tutaj znęcać nad tym filmem z
jednego prostego powodu. Okazało się, że nie byłam po prostu grupą docelową tej
produkcji, jest od zdecydowanie przeznaczony dla młodzieży. Wiecie, to tak jakby
dziecko wyłączyło po kilku scenach krwawy horror (w wersji optymistycznej) i
uznało, że film był słaby, bo nie dało nawet rady obejrzeć go do końca. Ja do
końca obejrzałam, ale cały czas czułam się trochę nie na miejscu.
Z jednej strony łąki, niebo i kolory w pewien sposób robią
wrażenie, ale z drugiej wszystko to było potwornie sztuczne. Nie tylko efekty
dotyczące krajobrazów, ale i inne (np. jedna z ostatnich scen, związana z panem
w okularach – nie chcę zdradzać) również potwornie wykonana. Fabuła
przedstawiona jest bardzo chaotycznie, skaczemy między ziemią, miejscem,
gdzie znajduje się Susie, a wydarzeniami z przeszłości. Nie dość, że historia
to mocno pomieszany jest również klimat. To mix wielu gatunków, trochę miłości,
trochę rozpaczy - głównie ojca (to akurat dobrze pokazane), trochę bajki i nieco grozy. Ciężki temat
chwilami przedstawiony w dziecięcy sposób, czasem na poważnie. Niestety dla
mnie to wszystko nie trzyma się kupy, a film można opisać jako bardzo nierówny. Zapomniałabym - świetna Susan Sarandon, mała, ale barwna, przyjemna rola, chociaż oczywiście jak większość rzeczy w tym filmie całkiem od czapy.
"Byzantium" - recenzja
dramat/thriller/fantasy
rok: 2012
reżyseria: Neil Jordan
scenariusz: Moira Buffini
Pamiętam jak na początku szkoły podstawowej (a może jeszcze w przedszkolu?) gdy późnym wieczorem mama siedziała nad papierami w innym pokoju ja po cichu opuszczałam łóżko, pod kołdrę wpychałam poduszki i lalki tak aby gdy do mnie zajrzy myślała, że śpię i po cichaczu oglądałam często puszczany wtedy przez TVN „Wywiad z wampirem”. Z tym też filmem do dzisiaj głównie kojarzy mi się Neil Jordan, chociaż nie tylko. Na koncie ma również nagrodzoną Oscarem „Grę pozorów”, dramat wojenny „Michael Collins” czy lubiany przeze mnie „Koniec romansu”. Z nowszych produkcji warto wspomnieć „Śniadanie na Plutonie” czy średnio przyjęte, bardzo oryginalne „Ondine” (recenzja tutaj). Tak więc od dawna było głośno, że po 20 latach Jordan znowu bierze się za wampiry. Ciężko nie być ciekawym jak wyjdzie tym razem. Drugim powodem był możliwe, że przez część z was (jeszcze) niekojarzony Sam Riley. Brytyjski aktor ma na koncie dopiero 5 większych ról, ale widzę w nim ogromny potencjał i uwielbiam jego grę. Z bardziej znanych wystąpił w „W drodze” i (chociaż w tym wypadku wystąpił to mało powiedziane) - dał popis w „Control”. No dobra już wam mówię co z tym „Byzantium”. Daję siódemkę z plusikiem za naprawdę porządną produkcję, która nie zawiodła, jednak też niestety niczym mnie nie zaskoczyła, nie oczarowała, ani nie uwiodła.
rok: 2012
reżyseria: Neil Jordan
scenariusz: Moira Buffini
Pamiętam jak na początku szkoły podstawowej (a może jeszcze w przedszkolu?) gdy późnym wieczorem mama siedziała nad papierami w innym pokoju ja po cichu opuszczałam łóżko, pod kołdrę wpychałam poduszki i lalki tak aby gdy do mnie zajrzy myślała, że śpię i po cichaczu oglądałam często puszczany wtedy przez TVN „Wywiad z wampirem”. Z tym też filmem do dzisiaj głównie kojarzy mi się Neil Jordan, chociaż nie tylko. Na koncie ma również nagrodzoną Oscarem „Grę pozorów”, dramat wojenny „Michael Collins” czy lubiany przeze mnie „Koniec romansu”. Z nowszych produkcji warto wspomnieć „Śniadanie na Plutonie” czy średnio przyjęte, bardzo oryginalne „Ondine” (recenzja tutaj). Tak więc od dawna było głośno, że po 20 latach Jordan znowu bierze się za wampiry. Ciężko nie być ciekawym jak wyjdzie tym razem. Drugim powodem był możliwe, że przez część z was (jeszcze) niekojarzony Sam Riley. Brytyjski aktor ma na koncie dopiero 5 większych ról, ale widzę w nim ogromny potencjał i uwielbiam jego grę. Z bardziej znanych wystąpił w „W drodze” i (chociaż w tym wypadku wystąpił to mało powiedziane) - dał popis w „Control”. No dobra już wam mówię co z tym „Byzantium”. Daję siódemkę z plusikiem za naprawdę porządną produkcję, która nie zawiodła, jednak też niestety niczym mnie nie zaskoczyła, nie oczarowała, ani nie uwiodła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








