Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robert pattinson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robert pattinson. Pokaż wszystkie posty

"Mapy Gwiazd" - recenzja

dramat
oryginalny tytuł: Maps to the Stars
rok: 2014
reżyseria: David Cronenberg
scenariusz: Bruce Wagner

Havana nie radzi sobie ani z traumatyczną przeszłością ani z teraźniejszością. Jej aktorska kariera stoi w miejscu, a szansą na wielki filmowy powrót jest zagranie w biograficznej produkcji o jej zmarłej matce. W tym samym czasie do Hollywood przyjeżdża Agatha. Dziewczyna chce obejrzeć domy gwiazd, lecz z czasem okazuje się, że był to tylko pretekst do wizyty w Fabryce Snów.

Cronenberg nie oszczędza Hollywood.  Gwiazdy ćpają, puszczają się i mają nasrane w głowach. Można to oczywiście nazwać inaczej - problemy egzystencjalne, traumy z dzieciństwa i wyzwolenie seksualnie, ale reżyser oczywiście z tej drugiej opcji nie korzysta. Szczególnie skupia się na tej ostatniej kwestii - problemów psychicznych. Wszyscy jak mantrę powtarzają, że jest to satyra. Rzeczywiście film wyśmiewa środowisko filmowe, jeśli jednak nastawicie się na barwną, soczystą parodię możecie się zawieść. Mimo prześmiewczych elementów Cronenberg utrzymuje klimat dramatu, chociaż bardzo dziwnego, oryginalnego i trudnego do opisania. Produkcja bardziej martwi niż bawi. Film przedstawia życie kilku osób mniej lub bardziej związanych z Hollywood. Z czasem okazują się ze sobą na różne sposoby połączeni i oczywiście mocno wpływają na siebie nawzajem. Można jednak wyróżnić dwa wyraźne wątki - świat filmu i obraz nie do końca zdrowej psychicznie rodziny (trudno nie wyczuć paraleli). "Mapy Gwiazd" jednak sprawdzają się lepiej jako trochę leniwa opowieść o życiu Hollywood niż historia pokręconej bardziej niż cały przemysł filmowy rodziny z problemami, na którą patrząc można wysunąć jedynie pesymistyczny wniosek, że z genami nic nie zrobimy.

80 filmów o miłości nastolatków

Na niektórych będziecie płakać, na niektórych się śmiać. W części z nich miłość jest głównym tematem, a w innych zepchnięta jest na drugi plan. Dzisiaj lista (już ponad) osiemdziesięciu filmów, w których przewija się wątek miłości nastolatków. Zapraszam też do drugiego postu (50 filmów ze szkołą w tle) - znajdziecie tam wiele innych propozycji filmowych, których nie ma na tej liście! 


Nowy post :)
Młodzieżowe filmy i seriale na Netflixie TUTAJ



1. Zostań, jeśli kochasz
Chloe Grace Moretz, Mireille Enos
 

"The Rover" - recenzja

dramat/sci-fi
rok: 2014
reżyseria: David Michod
scenariusz: David Michod

Bardzo raduje mnie, że australijskie kino ma się coraz lepiej. Niesłabnącą popularnością i uznaniem cieszy się Baz Luhrmann, swoich oddanych fanów ma już Andrew Dominik, teraz Michod ugruntowuje swoją pozycję. Coraz popularniejsi stają się australijscy aktorzy tacy jak Ben Mendelsohn, Sullivan Stapleton czy Joel Edgerton. Bracia Hemsworth podbijają Hollywood. Kilka lat temu uwagę widzów i krytyków przykuł poprzedni film Michoda „Królestwo zwierząt”, które dołączyło do zacnego grona moich ulubionych filmów. Ostatnio o pięknie Australii przypomniało mi „Tracks” z Wasikowską. „The Rover” to kolejny towar eksportowy z antypodów, który daje znać, że warto interesować się produkcjami z tamtego regionu.

Trzech mężczyzn ucieka z miejsca przestępstwa. Jeden z nich krzyczy by wrócić po postrzelonego brata. Inni chcą jak najszybciej się oddalić. Dochodzi do szarpaniny, a gdy po kilku obrotach auto ląduje na ziemi okazje się, że nie chce ruszyć. Mężczyźni przepakowują się prędko do pierwszego, napotkanego samochodu. Na nieszczęście trafiają na Erica, który gotów jest przejechać ile będzie trzeba by odzyskać swoje auto. Po pewnym czasie dołącza do niego ranny i mało bystry brat jednego z przestępców.

10 filmów, których akcja toczy się w latach 30-tych

Jak zostać królem (King's Speech)
Kawałek historii na wesoło, z luzem i wdziękiem, ale też na wysokim poziomie. Naprawdę oscarowy film - postaci, zdjęcia, dialogi. Porządna, inteligenta, ale i przystępna pozycja dla każdego.

Nadzieje kina

To okazał się w sumie trudny do napisania post. Nie dość, że musiałam długo wypisywać nazwiska by nikogo o kim chciałabym wspomnieć nie pominąć, to do tego trzeba było zastanowić się nad aktorską przyszłością tych osób. Najbardziej jednak jestem ciekawa waszej opinii i waszych przeczuć kto za kilka lat okaże się na prawdę dobrym aktorem czy aktorką i nie zniknie jak np. Mena Suvari przed którą drzwi stały otworem po pamiętnej roli w "American Beauty" w 1999 roku, a później... No niestety. W niektórych przypadkach problemem była ocena tego kogo można nazwać "nadzieją kina", a kto mimo młodego wieku ma już na tyle bogatą filmografię, że nie nadaje się do tego zestawienia. Przedstawiam dzisiaj baaardzo subiektywnie moje aktorskie nadzieje, czyli osoby, który trochę już pokazały, ale czuję, że to dopiero początek i pokażą nam znacznie więcej. Filmy i nazwiska na niebiesko to linki, zapraszam serdecznie do lektury :)

Let's cry, czyli filmy, które mnie wzruszyły

Nie wszystkie to historie miłosne, w niektórych ktoś umiera, w niektórych zapadła mi w pamięć jedna scena, w innych czułam na sobie emocje bohatera, a jeszcze inne mają po prostu mocną końcówkę. Na każdym z tych filmów coś sprawiło, że uroniłam łezkę (czasem dwie). Nie wiadomo jak by się skończyło oglądanie niektórych teraz, możliwe, że znowu automatycznie jak przy krojeniu cebuli zalałabym się łzami, a możliwe, że wtedy miałam akurat taki dzień, że przyniosło to taki efekt, a teraz obyłoby się bez większych emocji. Tak czy siak narobię sobie dzisiaj obciachu i przedstawiam listę filmów, które autentycznie mnie wzruszyły i utkwiły w pamięci. Czy dla was też będą wzruszające? Nie wiem, ale dla mnie są.

16 listopada: „Zmierzch: przed świtem. Część 2” – z tej okazji moja refleksja o Sadze „Zmierzch”



Tak sobie myślałam czy zaczynać ten budzący tak wiele emocji temat, ale uznałam, że to już ostatnia część najsławniejszej na świecie Sagi i warto trochę o niej pogadać. Przejrzałam Internet i bardzo zdziwiły mnie oceny wszystkich ekranizacji na portalu Filmweb. W kolejności powstania filmów: 1) 5,8 2) 5,8 3) 6,0 4)5,9. Przez chwilę przeszła mi wręcz przez głowę myśl, że naprawdę część osób daje 10, a część 1 niezależnie od tego na jakim poziomie dany film był i rzeczywiście istnieją osoby ostro zakręcone na punkcie „Zmierzchu” i osoby, które (nawet nie oglądając filmu) nienawidzą go. Oczywiście mówię to trochę żartem, wiadomo oceny są przeróżne. Czemu oceny mnie zdziwiły? Mówię od razu nie stoję po żadnej ze stron w tej ogromnej dyskusji wokół filmu, starałam się oceniać go jak inne filmy i widzę ogromną różnicę między pierwszym filmem „Zmierzch”, a „Przed świtem: część 1” (dlatego wydawało mi się, że oceny będą się znacznie różnić).