Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jonny lee miller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jonny lee miller. Pokaż wszystkie posty

"Byzantium" - recenzja

dramat/thriller/fantasy
rok: 2012
reżyseria: Neil Jordan
scenariusz: Moira Buffini

Pamiętam jak na początku szkoły podstawowej (a może jeszcze w przedszkolu?) gdy późnym wieczorem mama siedziała nad papierami w innym pokoju ja po cichu opuszczałam łóżko, pod kołdrę wpychałam poduszki i lalki tak aby gdy do mnie zajrzy myślała, że śpię i po cichaczu oglądałam często puszczany wtedy przez TVN „Wywiad z wampirem”. Z tym też filmem do dzisiaj głównie kojarzy mi się Neil Jordan, chociaż nie tylko. Na koncie ma również nagrodzoną Oscarem „Grę pozorów”, dramat wojenny „Michael Collins” czy lubiany przeze mnie „Koniec romansu”. Z nowszych produkcji warto wspomnieć „Śniadanie na Plutonie” czy średnio przyjęte, bardzo oryginalne „Ondine” (recenzja tutaj). Tak więc od dawna było głośno, że po 20 latach Jordan znowu bierze się za wampiry. Ciężko nie być ciekawym jak wyjdzie tym razem. Drugim powodem był możliwe, że przez część z was (jeszcze) niekojarzony Sam Riley. Brytyjski aktor ma na koncie dopiero 5 większych ról, ale widzę w nim ogromny potencjał i uwielbiam jego grę. Z bardziej znanych wystąpił w „W drodze” i (chociaż w tym wypadku wystąpił to mało powiedziane) - dał popis w „Control”. No dobra już wam mówię co z tym „Byzantium”. Daję siódemkę z plusikiem za naprawdę porządną produkcję, która nie zawiodła, jednak też niestety niczym mnie nie zaskoczyła, nie oczarowała, ani nie uwiodła.