western
oryginalny tytuł: Django Unchained
rok: 2012
reżyseria: Quentin Tarantino
scenariusz: Quentin Tarantino
Tarantino czuje, że nie musi nikomu niczego udowadniać, pozwolił
sobie pokazać w tym filmie wszystko na co miał ochotę i poleciał po bandzie.
Czy przesadził, zaczął parodiować samego siebie i po części powtórzył klimat z
„Bękartów wojny”? Może. Ale mi nadal się to podoba. Zresztą częściowo
wytłumaczeniem może być to, że „Django” to drugi film z trylogii zemsty
Quentina Tarantino, więc było to zapewne zamierzone, a czy komuś się to podoba czy nie
to już inna sprawa. Dla mnie mimo, że „Bękarty..” może w niektórych aspektach
wypadają lepiej (są do przodu jako, że w "Django" oglądamy częściowo ich powtórkę) to podsumowując ten drugi jest w moim odczuciu znacznie lepszy. Tak wielkiej jednej krwawej jatki chyba jeszcze nigdy nie
widziałam. W pewnym momencie z założonymi za głowę rękoma i ucieszona
wręcz delektowałam się tym. Brzmi dziwnie, ale tak było. To chyba jeden z tych elementów, który najbardziej zapada w pamięć i przy wspominaniu produkcji o tym będziemy sobie przypominać. Ale nie martwcie się - nie tylko o tym.
