Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elizabeth olsen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elizabeth olsen. Pokaż wszystkie posty

"Martha Marcy May Marlene" - recenzja

dramat/thriller
rok: 2011
reżyseria: Sean Durkin
scenariusz: Sean Durkin

Po dwóch latach Martha cudem opuszcza niebezpieczną sektę. Pod swój dach przygarnia ją starsza siostra wraz z mężem. Niestety okazuje się, że sekta nie pozwala tak łatwo się od siebie uwolnić.

Film będę chwalić za kilka rzeczy, ale chyba najbardziej interesującym doświadczeniem było oglądanie nietypowo przedstawianych scen. Najczęściej patrząc na dialogi bohaterów widzimy na zmianę ich twarze. Tutaj kamera ustawiona gdzieś z boku statycznie obserwuje rozmowę sióstr i nie łapie więcej niż profilu jednej z nich. Niesamowite jak wiele można pokazać przy użyciu nienachalnych, niby przypadkowych ujęć. Produkcja w połowie przedstawia zwykłe, codzienne sytuacje, które skutecznie ukazują stan psychiczny głównej bohaterki. Z wielką przyjemnością oglądałam widziane już wiele razy, lecz przestawione tym razem zupełnie inaczej sceny. Pod tym względem "Martha Marcy May Marlene" naprawdę nie pozwala się nudzić i co rusz zaskakuje. Stan głównej bohaterki przejmuje i przeraża. Szkoda że reżyser nie pokusił się o pokazanie jak do tego doszło i jak to całe "pranie mózgu" wyglądało. No i że z jednej strony zrobił film bardzo serio, a z drugiej tak zatopił się w oniryczny, mroczny świat Marthy, że zapomniał o pewnych normach i ludzkich zachowaniach przez co produkcja jest jedną z tych mocno naciąganych i mało realnych, a z tego powodu wielu nie zdoła docenić jej kilku zalet traktując ją jak nadmiernie wystylizowaną bajeczkę.

Filmy, na których płakały gwiazdy

Widzowie oglądają ich na ekranie, ale czasem to oni stają się widzami. Zdarzyło mi się zwyczajnie z ciekawości szukać informacji o gustach filmowych moich ulubionych aktorów. Natknęłam się na serię wywiadów - gwiazdy zwierzyły się magazynowi W i przyznały na jakich filmach płakały. Postanowiłam wybrać kilka z ich propozycji. Niestety większości filmów nie widziałam, więc wyjątkowo opisy  pochodzą od dystrybutorów bądź z filmwebu.

"Oldboy. Zemsta jest cierpliwa" - recenzja

dramat/thriller/akcja
oryginalny tytuł: Oldboy
rok: 2013
reżyseria: Spike Lee
scenariusz: Mark Protosevich

Wszystkie, ale to wszystkie remaki wzbudzają skrajne emocje. Część z nich z góry jest skazana na porażkę. Oddani fani za nic nie zaakceptują nowej wersji. Irytują zmiany, irytuje inna koncepcja. Każdy szczegół jest porównywany do tego z poprzedniej części. Spike Lee postanowił podjąć to wyzwanie i przedstawić na nowo kultowego "Oldboya" Chan-wook Parka, ale szybko został znokautowany przez falę krytyki za równo ze strony fanów jak i recenzentów. Dla większości osób, które widziały wersję z 2003 roku ta nowa nie stała się ani lepszą ani nawet równą poprzedniej. Na szczęście nie miałam tego problemu, bo starego "Oldboya" nie widziałam ;)

Zacznę od negatywów by pozytywnie zakończyć, bo to produkcja dobra. Sceny walk są fatalne. Stojący w tle statyści czekający biernie na swoją kolej naprawdę rzucają się w oczy i naprawdę mimo starań głównego bohatera psują cały efekt. Zły charakter? Przekroczył granicę i zaczął być parodią złego bohatera. Do tego zbyt wiele rzeczy naciągniętych i za nierealnych. Chwilami robi się z tego bajeczka. Wad jest sporo, ale mimo tego to film, który wchodzi gdzieś głębiej i o którym się myśli. Historia od początku wciąga, intryguje i przeraża. Chińskie pierożki (tak to się nazywa?) zapamiętam na zawsze. Lubię filmy z czymś tak charakterystycznym, że gdy ktoś za kilka lat rzuci tytuł filmu od razu przypomni mi się jakiś element czy scena, w ty wypadku ujęcie z góry przedstawiające posiłek podawany przez drzwi.