Pokazywanie postów oznaczonych etykietą josh brolin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą josh brolin. Pokaż wszystkie posty

10 filmów, których akcja toczy się w latach 80-tych

Biały ptak w zamieci (White Bird in a Blizzard)
Po intrygującym zwiastunie i niemałych oczekiwaniach film suma summarum mnie trochę zawiódł, bo dostał "tylko" 7/10, ale z drugiej strony kilkukrotnie wracałam do niego myślami. Bardzo podobała mi się Shailenie Woodley, klimat i... No właśnie nie wiem co, ale ma coś w sobie.

"Sin City 2: Damulka warta grzechu"

kryminał/thriller
oryginalny tytuł: Sin City: A Dame to Die For
rok: 2014
reżyseria: Robert Rodriguez, Frank Miler
scenariusz: Frank Miller

O mój Boże ile ja czekałam na ten film! Pogłoski o kręceniu kontynuacji dochodziły do mnie od dobrych kilku lat. Jedynka była filmem fenomenalnym i otrzymała ode mnie najwyższą możliwą notę. Pokochałam ją za sarkastyczne monologi, absurdy, wyrazistych bohaterów , no i oczywiście za zdjęcia, klimat i efekty – wszystko rodem z rasowego noir.

W filmie możemy podziwiać najlepszą obsadę roku: Mickey Rourke, Jessica Alba, Joseph Gordon-Levitt (co za występ!), Rosario Dawson, Bruce Willis, Eva Green, Juno Temple, Lady Gaga i moi ukochani Josh Brolin i Ray Liotta. Kawał dobrej roboty odwaliła Eva Green przewrotnie odpowiadając osobom zarzucającym jej zbyt częste pokazywanie piersi nagością w prawie każdej scenie. Było to rzeczywiście wręcz śmieszne, bo przez 90% scen śmiało pokazuje biust, ale nieważne. Zagrała wybornie i oprócz naiwnych mężczyzn w Basin City uwiodła również mnie. O ile przy pierwszych spotkaniach nieco mnie drażniła i wzbudzała mieszane uczucia to w tym przypadku tak samo jak w „300: Początek imperium” została idealnie obsadzona i wykorzystała swój głos, ciało i talent aktorski w dwustu procentach. Eva to Eva, jednak kto by pomyślał, że umiarkowanie przeze mnie lubiany Gordon-Levitt będzie tak rewelacyjny! Zdecydowanie mój ulubiony bohater w filmie - odważny, niepokorny przystojniak, któremu kibicujemy od pierwszych scen. Alba na parkiecie nie zawodzi. Wątek jej upadku został świetnie przedstawiony, chociaż popsuł go trochę Bruce Willis – beznadziejny występ. Kolejnego twardziela gra Josh Brolin, o którym nie można powiedzieć więcej niż to, że zagrał zakochanego macho tak jak trzeba. No i niezniszczalny Rourke – stary, poczciwy Marv.

Przegląd filmów... Jasona Reitmana

Wyjątkowo mocno skupia się na swoich bohaterach i przedstawia ich w ciekawy, często zabawny sposób. Oryginalnie, a zarazem z niebywałym wdziękiem pokazuje świat pełen radości, kolorów, ale i problemów. Ten młody reżyser zdążył już wyrobić sobie niepowtarzalny styl, ale też nie daje się zaszufladkować, co udowodnił najnowszym filmem. Tworzy ciekawe zakończenia, które sami możemy ocenić. Nie boi się i sięga po tematy, których jeszcze nie widzieliśmy, a na pewno nie w takim wydaniu. Dba o każdy szczegół na ekranie, o każde ujęcie, o każde spojrzenie, o każdą smugę światła. Kiedy oglądam jego filmy wiem, że wszystko, ale to wszystko się zgadza, a do tego jest mi jakieś takie znajome i bliskie. Mam wrażenie, że kręci specjalnie dla mnie ;) Przy każdym seansie już od pierwszych chwil czuję jakąś niesamowitą więź z tym co pojawia się na ekranie. Jest świetnym i wnikliwym obserwatorem społeczeństwa. Nieszablonowy, cyniczny i dowcipny. Otrzymał 4 nominacje do Oscara. Genialny, inteligentny, zabawny - Jason Reitman!

"Długi, wrześniowy weekend" - recenzja

dramat/romans
oryginalny tytuł: Labor Day
rok: 2013
reżyseria: Jason Reitman
scenariusz: Jason Reitman

Szokiem była informacja, że wychwalany dotąd i wyróżniony czterema nominacjami do Oscara Reitman stworzył tym razem film nieudany. Jako jego fanka byłam przerażona. Na szczęście okazało się to bzdurą. Nie jest to tym razem podszyta cynizmem, dynamicznie poprowadzona historia z żwawymi dialogami, ale to dobry film. Produkcja jest wręcz przeciwieństwem tych poprzednich. Tutaj wszystko jest ospałe, powolne, przejmujące i... piękne. To co niektórzy nazwą nudami i sztampą jak w tym przypadku nazywam klasą. Tak, to jest opowieść w bardzo klasycznym stylu, co zdecydowanie nie wszystkim będzie odpowiadać.

Adele, to kobieta, która cały czas tonie, ale ani nie idzie na dno ani też nie ma się czego chwycić i tak też od czasu rozwodu żyje nie żyjąc naprawdę. Nagle pojawia się ktoś kogo nawet nie musi się chwytać, bo niespodziewanie to ona ratuje, jak się z czasem okazuje będąc równocześnie ratowaną. Tym ważnym wydarzeniem , które zmienia jej monotonne życie jest wizyta w sklepie podczas, której do jej syna przyczepia się zbieg z zakrwawioną koszulką i nie prosi on grzecznie o podwózkę. Podczas ucieczki ze szpitala mężczyzna nieszczęśliwie upada, przez co nie może daleko uciekać, a Adele ma dać mu schronienie na jeden wieczór. Przerażona, zagubiona i wyniszczona emocjonalnie kobieta równocześnie jest szaleńczo spragniona bliskości drugiego człowieka. Od lat prawie nie wychodzi z domu, a tak bliskie spotkanie z mężczyzną sprawia, że gdy mija strach zaczyna powoli przypominać sobie o tym, że nadal jest kobietą.

"Oldboy. Zemsta jest cierpliwa" - recenzja

dramat/thriller/akcja
oryginalny tytuł: Oldboy
rok: 2013
reżyseria: Spike Lee
scenariusz: Mark Protosevich

Wszystkie, ale to wszystkie remaki wzbudzają skrajne emocje. Część z nich z góry jest skazana na porażkę. Oddani fani za nic nie zaakceptują nowej wersji. Irytują zmiany, irytuje inna koncepcja. Każdy szczegół jest porównywany do tego z poprzedniej części. Spike Lee postanowił podjąć to wyzwanie i przedstawić na nowo kultowego "Oldboya" Chan-wook Parka, ale szybko został znokautowany przez falę krytyki za równo ze strony fanów jak i recenzentów. Dla większości osób, które widziały wersję z 2003 roku ta nowa nie stała się ani lepszą ani nawet równą poprzedniej. Na szczęście nie miałam tego problemu, bo starego "Oldboya" nie widziałam ;)

Zacznę od negatywów by pozytywnie zakończyć, bo to produkcja dobra. Sceny walk są fatalne. Stojący w tle statyści czekający biernie na swoją kolej naprawdę rzucają się w oczy i naprawdę mimo starań głównego bohatera psują cały efekt. Zły charakter? Przekroczył granicę i zaczął być parodią złego bohatera. Do tego zbyt wiele rzeczy naciągniętych i za nierealnych. Chwilami robi się z tego bajeczka. Wad jest sporo, ale mimo tego to film, który wchodzi gdzieś głębiej i o którym się myśli. Historia od początku wciąga, intryguje i przeraża. Chińskie pierożki (tak to się nazywa?) zapamiętam na zawsze. Lubię filmy z czymś tak charakterystycznym, że gdy ktoś za kilka lat rzuci tytuł filmu od razu przypomni mi się jakiś element czy scena, w ty wypadku ujęcie z góry przedstawiające posiłek podawany przez drzwi.

"Gangster Squad" - recenzja

dramat/gangsterski
rok: 2013
reżyseria: Ruben Fleischer
scenariusz: Will Beall

W lutym robiłam przegląd filmów z Ryanem Goslingiem (tutaj). Akurat do kin wchodziło „Gangster Squad”, przy którym wtedy napisałam: „Zwiastun nie przekonał mnie aby udać się do kina. W trailerze dostrzegłam brak realizmu. Dużo sztuczności, efektów specjalnych w filmie, którego akcja toczy się w latach 40-stych w mojej opinii nie jest najlepszym pomysłem. Przeczytałam, że celem było właśnie połączenie nowoczesności i tradycji. Nieprzychylne recenzje utwierdziły mnie w przekonaniu by darować sobie ten film.” Zawsze uważałam, że film gangsterski to film gangsterski i jakoś ta nowoczesna wizja mnie przeraziła. Wszyscy tak się nad nim znęcali, że w końcu nawet plakat zaczął mnie odstraszać. Po seansie stwierdzam: to wszystko bzdury. Widzicie tych panów obok? Wymiatają.