Nienawidził
świąt i świątecznej krzątaniny. Nie pytajcie dlaczego. Nikt nie zna przyczyny.
O kim mowa? Oczywiście o Grinchu, bohaterze mojego
ukochanego filmu świątecznego, któremu poświęcę dzisiejszy post. Większość z
nas usłyszała o nim w 2000 roku, gdy został nakręcony film "Grinch:
Świąt nie będzie". Jednak o Grinchu świat usłyszał pierwszy raz już w
1957 roku. Dla mnie nie jest to typowa, urocza, świąteczna bajeczka. Nietuzinkowy główny bohater, autoironiczny, odrażający, a przy tym wszystkim sympatyczny. Ktosiowo świetnie zrobione, cała scenografia, no i co najważniejsze charakteryzacja na najwyższym poziomie. Do opisania filmu użyję znowu słowa słodko-gorzki. Specyficzny humor i pewnego rodzaju krytyka konsumpcjonizmu. Dla mnie to naprawdę dobry film, ale dziś nie będę recenzować.