Pokazywanie postów oznaczonych etykietą john hawkes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą john hawkes. Pokaż wszystkie posty

"Martha Marcy May Marlene" - recenzja

dramat/thriller
rok: 2011
reżyseria: Sean Durkin
scenariusz: Sean Durkin

Po dwóch latach Martha cudem opuszcza niebezpieczną sektę. Pod swój dach przygarnia ją starsza siostra wraz z mężem. Niestety okazuje się, że sekta nie pozwala tak łatwo się od siebie uwolnić.

Film będę chwalić za kilka rzeczy, ale chyba najbardziej interesującym doświadczeniem było oglądanie nietypowo przedstawianych scen. Najczęściej patrząc na dialogi bohaterów widzimy na zmianę ich twarze. Tutaj kamera ustawiona gdzieś z boku statycznie obserwuje rozmowę sióstr i nie łapie więcej niż profilu jednej z nich. Niesamowite jak wiele można pokazać przy użyciu nienachalnych, niby przypadkowych ujęć. Produkcja w połowie przedstawia zwykłe, codzienne sytuacje, które skutecznie ukazują stan psychiczny głównej bohaterki. Z wielką przyjemnością oglądałam widziane już wiele razy, lecz przestawione tym razem zupełnie inaczej sceny. Pod tym względem "Martha Marcy May Marlene" naprawdę nie pozwala się nudzić i co rusz zaskakuje. Stan głównej bohaterki przejmuje i przeraża. Szkoda że reżyser nie pokusił się o pokazanie jak do tego doszło i jak to całe "pranie mózgu" wyglądało. No i że z jednej strony zrobił film bardzo serio, a z drugiej tak zatopił się w oniryczny, mroczny świat Marthy, że zapomniał o pewnych normach i ludzkich zachowaniach przez co produkcja jest jedną z tych mocno naciąganych i mało realnych, a z tego powodu wielu nie zdoła docenić jej kilku zalet traktując ją jak nadmiernie wystylizowaną bajeczkę.

"Do szpiku kości" - recenzja

dramat/thriller
oryginalny tytuł: Winter's Bone
rok: 2010
reżyseria: Debra Granik
scenariusz: Debra Granik, Anne Rosellini 

Kto by pomyślał, że zeszłoroczna laureatka Oscara ma na koncie taką rolę. W „Granicach miłości" czy „Igrzyskach śmierci” spisała się dobrze, ale to jeszcze nie było to. Mimo, że jestem wielką fanką „Poradnika pozytywnego myślenia” to tam także nie czułam się w stu procentach usatysfakcjonowana jej grą. Jak do tej pory to właśnie występ w „Do szpiku kości” będę wymieniać jako mój ulubiony. Po prostu świetnie weszła w rolę i nie miałam tym razem najmniejszych zastrzeżeń. Jednak mimo, że praktycznie non stop na ekranie oglądamy Lawrence i była głównym punktem produkcji to inne elementy też zostały utrzymane na wysokim poziomie, a inni aktorzy spisali się w swoich mniejszych rolach równie dobrze (a na pewno zostali świetnie dobrani). To wszystko razem złożyło się na naprawdę  porządne i klimatyczne kino.