komedia/dramat/biograficzny
oryginalny tytuł: The Big Short
rok: 2015
reżyseria: Adam McKay
scenariusz: Adam McKay, Charles Randolph
Bale, Pitt, Gosling i Carrell - ten skład obiecywał wiele, a dał jeszcze więcej. Nowy film znanego z komedii McKay'a to nie tylko świetne aktorstwo i porządna produkcja o kryzysie finansowym. To również montażowa perełka przyjmująca momentami formę popkulturalnego kolażu z zawierającym m.in. Metallicę i The Pussycat Dolls, hiper eklektycznym soundtrackiem w tle.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą steve carell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą steve carell. Pokaż wszystkie posty
"Foxcatcher" - recenzja
dramat/biograficzny/sportowy
rok: 2014
reżyseria: Bennett Miller
scenariusz: E. Max Frye, Dan Futterman
Dziwna to historia i dziwny to film. "Foxcatcher" od początku wciągał mnie w swoje mroczne zakamarki, chciał omamić i zaczarować, ale starałam się zachować dystans i trzeźwo patrzeć na całą historię. Świetne charakteryzacje, niesamowita muzyka, stylowe zdjęcia... Na pierwszy rzut oka to film porządny, zrobiony pod Oscary, ale gdy przyjrzymy się bliżej zdecydowanie czegoś w środku mu brakuje. Mam wrażenie, że twórcy tak skupili się na statycznych ujęciach, poważnej muzyce i klimacie, który od pierwszych chwil nachalnie mówi "tu wydarzy się coś złego", że zapomnieli o treści i bohaterach, tworząc nikły zarys historii. Specjalista od filmów biograficznych Bennett Miller tym razem zrobił film zimny, wykalkulowany i zdecydowanie gorszy od poprzedniej produkcji "Moneyball".
Scenariusz jest naprawdę bardzo dziwny. Pisząc pół żartem teraz powinien postać film o relacji Johna du Pont z drugim z braci, której poświęcone jest naprawdę niewiele czasu. To się po prostu nie klei. Jakby twórcy sami nie wiedzieli o czym chcą zrobić film. Oglądamy powoli rozwijającą i zmieniającą się relację dwóch głównych bohaterów po czym... No właśnie. Reżyser przypomina sobie o prawdziwej historii i na koniec wrzuca wydawałoby się główne wydarzenie. Potem z obowiązku przypomina sobie o swym głównym bohaterze i coś tam pokazuje by domknąć jego wątek. Naprawdę dziwnie skonstruowany jest ten film. Szczerze mówiąc nie zwróciłam nawet uwagi, że do końcowych wydarzeń doszło kilka lat później (było to powiedziane w filmie?). Moje różne wątpliwości dopiero rozwiały przeczytanie po seansie artykuły. To produkcja, z której jeśli chcecie wyjść zadowoleni nie możecie oczekiwać dobrze opowiedzianej historii, a na pewno zapomnieć o ludziach na podstawie, których życia (podobno) stworzono ten film. Pozostaje delektować się ujęciami, muzyką czy oglądać bez większych oczekiwań specyficzne relacje bohaterów.
rok: 2014
reżyseria: Bennett Miller
scenariusz: E. Max Frye, Dan Futterman
Dziwna to historia i dziwny to film. "Foxcatcher" od początku wciągał mnie w swoje mroczne zakamarki, chciał omamić i zaczarować, ale starałam się zachować dystans i trzeźwo patrzeć na całą historię. Świetne charakteryzacje, niesamowita muzyka, stylowe zdjęcia... Na pierwszy rzut oka to film porządny, zrobiony pod Oscary, ale gdy przyjrzymy się bliżej zdecydowanie czegoś w środku mu brakuje. Mam wrażenie, że twórcy tak skupili się na statycznych ujęciach, poważnej muzyce i klimacie, który od pierwszych chwil nachalnie mówi "tu wydarzy się coś złego", że zapomnieli o treści i bohaterach, tworząc nikły zarys historii. Specjalista od filmów biograficznych Bennett Miller tym razem zrobił film zimny, wykalkulowany i zdecydowanie gorszy od poprzedniej produkcji "Moneyball".
Scenariusz jest naprawdę bardzo dziwny. Pisząc pół żartem teraz powinien postać film o relacji Johna du Pont z drugim z braci, której poświęcone jest naprawdę niewiele czasu. To się po prostu nie klei. Jakby twórcy sami nie wiedzieli o czym chcą zrobić film. Oglądamy powoli rozwijającą i zmieniającą się relację dwóch głównych bohaterów po czym... No właśnie. Reżyser przypomina sobie o prawdziwej historii i na koniec wrzuca wydawałoby się główne wydarzenie. Potem z obowiązku przypomina sobie o swym głównym bohaterze i coś tam pokazuje by domknąć jego wątek. Naprawdę dziwnie skonstruowany jest ten film. Szczerze mówiąc nie zwróciłam nawet uwagi, że do końcowych wydarzeń doszło kilka lat później (było to powiedziane w filmie?). Moje różne wątpliwości dopiero rozwiały przeczytanie po seansie artykuły. To produkcja, z której jeśli chcecie wyjść zadowoleni nie możecie oczekiwać dobrze opowiedzianej historii, a na pewno zapomnieć o ludziach na podstawie, których życia (podobno) stworzono ten film. Pozostaje delektować się ujęciami, muzyką czy oglądać bez większych oczekiwań specyficzne relacje bohaterów.
"Najlepsze najgorsze wakacje" - recenzja
dramat/komedia
oryginalny tytuł: The Way Way Back
rok: 2013
reżyseria: Nat Faxon, Jim Rash
scenariusz: Nat Faxon, Jim Rash
oryginalny tytuł: The Way Way Back
rok: 2013
reżyseria: Nat Faxon, Jim Rash
scenariusz: Nat Faxon, Jim Rash
Steve Carell
przez długi czas był facetem, którego kojarzyłam ze średnimi komediami (w sumie
to nawet nie powiem wam czemu, bo jedyne co mi przychodzi teraz do głowy to „40-letni
prawiczek”, ale tak właśnie było – nie przepadałam za nim). Jednak od pewnego czasu
to negatywne skojarzenie się zmieniło, a teraz zmieni jeszcze bardziej, bo co ciekawe tutaj Carell występuje w roli… czarnego charakteru!
Sam Rockwell ma w sobie coś
przeciętnego i mimo wielu ról na koncie podejrzewam, że niewiele osób kojarzy
go z nazwiska (a może nawet z twarzy), jednak po „Zabójstwie Jesse’ego Jamesaprzez tchórzliwego Roberta Forda” oraz „Frost/Nixon” zapamiętałam go na dobre. Po
tym występie tym bardziej i myślę, że wy też, bo obok głównego bohatera (o
którym napiszę niżej) był najbarwniejszą i najlepiej zagraną postacią. Toni Collette już chyba zawsze będę
kojarzyła z Tarą. Kiedyś o tym pisałam, że gdy oglądam z nią jakąś produkcję
mam wrażenie, że zaraz zacznie skakać wybałuszając oczy i robiąc dziwne miny.
Jest to oczywiście świetna aktorka, ale muszę jeszcze obejrzeć z nią kilka
filmów aby zapomnieć o serialu „Wszystkie wcielenia Tary”. Ta rola
niespecjalnie mi w tym pomoże, bo jest po prostu poprawnie zagraną, przeciętną
rolą. To właśnie te 3 nazwiska głównie przyciągnęły widzów, w opinii których
„Najlepsze najgorsze wakacje” stały się jedną z najlepiej przyjętych w ostatnim
czasie komedii (obok „Millerów”). Rzeczywiście mimo, że film wpisuje się w
schemat i oglądając go będziecie mieli wrażenie, że takich filmów widzieliście
już wiele to utrzymał od początku do końca pewien niezły poziom kończąc z
mocną, zasłużoną 7.
Oscarowe kino – „Mała Miss”
oryginalny tytuł: Little Miss Sunshine
rok: 2006
reżyseria: Jonathan Dayton, Valerie Faris
scenariusz: Michael Arndt
Subskrybuj:
Posty (Atom)



