"Dary Anioła: Miasto kości" - recenzja

dramat/fantasy/przygodowy 
oryginalny tytuł: The Mortal Instruments: City of Bones 
rok: 2013 
reżyseria: Harald Zwart 
scenariusz: Jessica Postigo

Nie orientuję się w bestsellerach dla młodzieży. Raczej nie czytam takich rzeczy. Okazuje się jednak, że mimo, że fantasy czy akcja to nie do końca moje klimaty to ekranizacje tego typu powieści całkiem mi podchodzą. Po prostu raz na jakiś czas weźmie mnie ochota na coś takiego. Swoją rolę pewnych wieczorów spełniły dobrze m.in. „Piękne istoty” i ostatnio opisywane przeze mnie tutaj „Igrzyska śmierci”. Postanowiłam, że tym razem zabiorę się za nieźle (znacznie lepiej niż np. właśnie „Piękne istoty) ocenione „Dary Anioła: Miasto Kości”.

Przeciętna nastolatka Clary Fray (Lily Collins) nagle dowiaduje się, że jest obdarzona niesamowitymi mocami i że należy do grupy Nocnych Łowców. Dziewczyna musi stoczyć walkę z demonami, uratować swoją matkę, dowiedzieć się więcej o przeszłości i pogodzić się z nieuchronnymi zmianami. Towarzyszą jej m.in. zakochany w niej przyjaciel Simon (Robert Sheehan) oraz nowo poznany pół-człowiek pół-anioł Jace (Jamie Campbell Bower).
Jeśli chodzi o tego rodzaje produkcje tym co wyróżnia "Dary Anioła..." jest wyjątkowo duża ilość scen walki. Raczej nie oglądam takich filmów i nie jestem szczerze mówiąc przyzwyczajona do takich produkcji, a tutaj praktycznie cały czas ktoś z kimś walczy. Chwilami było to uciążliwe, jednak generalnie jak na osobę, która nie przepada za czymś takim bawiłam się nieźle. Jeśli lubicie jak jest dużo (wręcz zamieszania), szybko i jeszcze raz dużo to powinien wam się spodobać. Zresztą niżej napisałam o tym jeszcze trochę więcej.

Lily Collins nie powaliła mnie, aczkolwiek całkiem przyjemnie się na nią patrzyło. W pewnym momencie jej ciągła złość i ten zapał do walki stały się męczące, także nie była według mnie strzałem w dziesiątkę. Inne słowa mogę wypowiedzieć o głównym bohaterze. Niewątpliwie (szczególnie dla pań) skupiającym wiele uwagi i umilającym czas elementem, a raczej osobą był Jamie Campbell Bower. Myślę, że był bardzo dobrze dopasowany do roli, jego oryginalna uroda sprawiała, że naprawdę miało się wrażenie, że nie jest człowiekiem i należy do jakiegoś czarodziejskiego kręgu. Niewielka, ale ciekawa i przekonywująca rola Jonathana Rhysa Meyersa (świetny aktor). Nic specjalnego nie można powiedzieć o innych (Kevin Zegers czy Jemima West) - oni tam po prostu byli. Jak pewnie wiecie nikt nie spodziewa się porządnej gry w tego typu filmach, ale jak mówię dało się oglądać, ale mnie chyba najważniejsza osoba, czyli główna bohaterka nie oczarowała. Alice Englert z "Pięknych istot", miała w sobie to "coś" co sprawiało, że pasowała do produkcji, tutaj czegoś mi zabrakło.

Nie wciąga jakoś wybitnie i niestety przez to, że film jest od pierwszych chwil tak bardzo wypełniony napięciem i akcją to z czasem przestaje to po prostu robić wrażenie (oprócz jednego nieco zaskakującego momentu). Nie chcę wiedzieć jak skomplikowana jest książka, ale chyba bezsensem było robić to w ten sposób, bo przynajmniej ja odniosłam wrażenie, że twórcy chcieli na siłę upchać jak najwięcej treści z powieści w filmie. Efekt? Męczące, nieczytelne.. Nie ma tu sytuacji jak np. w „Zmierzchu” gdzie szybko poznajemy podstawowe zasady świata wampirów, a później akcja skupia się na wątku miłosnym i innych. Tutaj wciąż to prezentowane są różne nowe fakty z tego całego magicznego świata. Jak dla mnie trochę za dużo tego wszystkiego. Do tego tragiczna, ale to tragiczna scena miłosna, kompletnie oderwana klimatem i poziomem od całości. Totalny kicz i parodia.

Wiele wątków, wiele postaci wyszło na plus, jednak dla mnie za dużo walki i mimo, że jakoś się tam połapałam to za dużo tych wszystkich informacji i zasad do przyjęcia. Trochę niedopowiedzeń na końcu, co oceniam na plus, chociaż po 7,2 spodziewałam się jednak więcej. Również za dużo wtórności, zabrakło mi jakiegoś nowego, świeżego pomysłu - czegoś co mnie chociaż trochę zaskoczy. Możecie sobie darować.

8 komentarzy:

  1. Jak to ujęłaś " Nie chcę wiedzieć jak skomplikowana jest książka, ale chyba bezsensem było robić to w ten sposób, bo przynajmniej ja odniosłam wrażenie, że twórcy chcieli na siłę upchać jak najwięcej treści z powieści w filmie" książka nie jest wcale skomplikowana , to twórcy filmu dodali różne wątki i całkowicie zmienili zakończenie przez co film jest niezrozumiały

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to bardzo dziwne, książki, która ma kilkaset stron nie da się w 100% przedstawić w filmie w ciągu 1,5 godziny, a tutaj zdążyli umieścić 100% i dodać jeszcze własne pomysły? No to chyba jedyny taki przypadek, w takim razie dzięki za opinię osoby, która czytała :)

      Usuń
    2. Książka a film to niebo a ziemia, przeczytałam wszystkie 6 części + 3 części prequelu, książki wciągają w ten świat, dają go poznać, chwilami trzeba przeanalizować co się dzieje, kto jest kim i dlaczego - ale akcja jest prowadzona w taki sposób, że wczuwamy się w Świat Cieni niesamowicie mocno. Przeczytałam wiele serii, ale ta jest moją ulubioną, od dawna na półce i często do niej wracam - pomimo że znam fabułę i tak momenty napięcia nadal prowadzą do odczuwania takich samych emocji, jak przy czytaniu jej pierwszy raz.
      Film zdaje się opowiadać inną historię, jedynie z podstawą - Nocnymi Łowcami - taką samą.

      Usuń
    3. książka jest wspaniała i nie jest męcząca. Tak naprawdę to w filmie upchali to wszystko. Wiele wątków nie zgadza się z książką, a film troche mnie rozczarował na tle książki która jest wspaniała. niedawno skończyłam całą serią

      Usuń
    4. jeszcze dopiszę że rola jace'a była wspaniała. ogólnie gra aktorska niezastąpiona. uroda jamiego była i jest wręcz idealna jednakże strasznie poplątali. wolałabym żeby było więcej części niż jedna w której jest trochę z pierwszego tomu a troche z innych zupełnie byle jak wstawione. Jednym z błędów których nie widzi osoba nie napotykająca się na książki jest to że Clary ma rude włosy i zielone oczy, a valentine ma włosy w kolorze siwyblond

      Usuń
  2. Dla mnie też film w porównaniu ze książką (nie był najlepszy to mało powiedziane) Jednak mimo wszystko podobał mi się, szczególnie gra dwóch głównych bohaterów. W sumie to mogli zrobić trochę dłuższy ten film i mniej w nim umieścić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, tak to wyszło powierzchownie, nieczytelnie i ciężko się wczuć.

      Usuń
  3. SPOILERY!
    Czytałam trylogię Dary Anioła, ale skupiając się na pierwszej części jak to w przypadku filmu stwierdzam, że nie ma żadnego porównania filmu do książki. Film w ogromnej ilości nie zgadza się z wydarzeniami w książce. Wiele rzeczy kolokwialnie mówiąc jest wyssanych z palca. Chociażby to, że Hodge wyjawia o tym, że Clary i Jace wcale nie są rodzeństwem, gdzie to w książce wyjaśnione jest dopiero w 3 części.
    Odnosząc się do Twojej krytyki związanej ze stale przybywającymi informacjami o świecie nocnych łowców to jest tak również w książce. Akcja stale napomina ciągle to nowe wątki, nawet w ostatniej części dowiadujemy się wiele o tożsamości Jace'a i o tym jak jego nazwisko z Wayland wędrowało do Herondale. Można się pogubić ale w książce wyjaśnione jest to czytelnie i jasno.
    Aktorów dobrali rewelacyjnie. Co prawda Clary nie miała tak ognisto rudych włosów co w książce ale zachowanie Lily Collins jest idealnie odzwierciedlone, ponieważ Jace pokochał Clary za to, iż jest taka odważna i waleczna oraz pochopnie podejmująca decyzje. Aktor główny nie mógł być dobrany lepiej, pasuje idealnie do opisu z książki. Każdy mały aspekt jego wyglądu się zgadza oprócz kolczyka w uchu aktora co było niedociągnięciem.
    Mam nadzieję, że wyjaśniłam kilka spraw i pozwoli Ci to bardziej zrozumieć ten oto film :)

    OdpowiedzUsuń