Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniserial. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniserial. Pokaż wszystkie posty

"Olive Kitteridge" - recenzja

Niestety nie dałam rady dotrzeć na pokaz nowego miniserialu HBO "Olive Kitteridge", ale zaintrygowana zwyczajnością bijącą ze zdjęć, zwiastuna i opisu (lubię takie zwykłe-niezwykłe historie) postanowiłam obejrzeć pierwszy odcinek we własnym zakresie (jest dostępny bez abonamentu na hbogo). Nie będzie to do końca recenzja, bo co ja mogę po tym jednym odcinku napisać, a w sieci znajdziecie już pewnie opinie o całym miniserialu. Jednak po godzinnym seansie zainteresował mnie na tyle, że chcę zwrócić na niego waszą uwagę i poinformować was o jeog istnieniu.

Olive Kitteridge (Frances McDormand) jest nauczycielką, żoną i matką. Jest też kobietą zadaniową. Konkretna, rzeczowa, a przy tym oschła i nieugięta. Czasem złośliwa. Nie oczekuje niczego, robi po prostu to co do niej należy. Jak na do bólu pragmatyczną osobę przystało robi wrażenie kobiety zupełnie wypranej z uczuć. Ciężko ją lubić. Ani karteczka na walentynki od męża ani śmierć znajomej nie robią na niej najmniejszego wrażenia. Ma być obiad, ma być porządek, a reszta? Jaka reszta? Olive nie dba o całą otoczkę w przeciwieństwie do jej sympatycznego, pomocnego męża (Richard Jenkis), który nieudolnie stara się poszerzyć ich kontakt z minimum do czegokolwiek więcej. Swoją energię i serce wkłada więc w aptekę i znajomość z nową pracownicą.

"Punkt widzenia" - recenzja

3 lata temu polska telewizja wyświetlała w wakacje (niestety było to koło 2-3 w nocy) serial Janusza Zaorskiego z 1980 roku. Raz przy późnym powrocie w domu natknęłam się na niego i zafascynowana obejrzałam odcinek do końca. Dzień później doczytałam, że jest to składający się z 7 odcinków  serial „Punkt widzenia”. Kolejnego nie udało mi się już obejrzeć, ale od czasu do czasu zerkałam gdzieś czy serial nie jest powtarzany lub nie da się dotrzeć do niego w inny sposób. Po trzech latach udało mi się obejrzeć go na youtube.com i zrobiłam to dosłownie jednym tchem. Siedem odcinków, jeden po drugim bez przerw. Nie widziałam od dawna czegoś tak życiowego, tak prawdziwego i tak mądrego. Do tego angażującego, bo nie obyło się bez kilku łez.