Dziękujemy za Dorocińskiego, czyli recenzja „Ogrodu Luizy”


W szpitalu psychiatrycznym poznają się gangster Fabio i żyjąca w swoim świecie osiemnastolatka Luiza. Rodzice nie potrafią ( i po części nie chcą) dłużej sprawować nad nią kontroli, najwygodniejszym wyjściem byłoby umieszczenie jej na zawsze w szpitalu. Jednak Fabio wiedząc jakie niebezpieczeństwa czyhają na nią w zakładzie, bierze sprawy w swoje ręce i zaczyna opiekować się chorą. Między dziewczyną, a Fabio nawiązuje się ciekawa relacja.

Na początku sceny z Luizą mnie drażniły, były przerysowane, pokazane w lekko drażniący sposób. Fajne jest, że z czasem gdy ją poznajemy zaczynamy coraz lepiej rozumieć jej zachowania i wypowiedzi, z czasem zaczynamy nawet lubić. Długo myślałam nad grą Patrycji Soliman i niestety nie podobała mi się. Była sztuczna i chwilami męcząca. Z czasem małymi kroczkami przekonywałam się do jej gry, ale i tak patrząc na całokształt mam trochę zastrzeżeń. Może właśnie o to chodziło, może miała tak zagrać, ale mi to nie pasowało, była odcięta od filmu, nie wpasowała się.


Jeśli chodzi o Fabia powiem wprost, największym atutem filmu jest męski, seksowny i zdecydowany Dorociński (w stylu w jakim kojarzymy go z Pitbulla). Właśnie on, niebezpieczny gangster opiekuje się wrażliwą, zagubioną i chorą dziewczyną. Czy taki schemat się sprawdza? Wstyd przyznać, jak zwykle tak i damska część publiczności, będzie wpatrzona w niego jak w obrazek. Pisząc to chcę oczywiście zaznaczyć, że jego gra jest na bardzo wysokim poziomie (i ciągle lepsza jak wiemy z nowszych filmów).


Dużo interesujących postaci, ciekawe poboczne wątki. Do tego kilka łapiących za serce scen (sadzenie róż w ogrodzie, Luiza, która uciekła do lasu). W pamięć zapadło mi też kilka naprawdę dobrych i mądrych dialogów (rozmowy są jak Mcdonald’s – świetne).

Ogromny plus, coś o czym będę pamiętać gdy pomyślę kiedyś o tym filmie – muzyka. Jest przepiękna, przepełniona emocjami, genialne dopełnienie.

Fajne jest, że część akcji toczy się w szpitalu, potem w pięknym domu, ciekawe połączenie i dobre urozmaicenie.

Gdyby nie grał tu Dorociński, film byłby dziesięć razy gorszy. Nie chodzi o to, że sama jego osoba i gra aktorska „podciąga” ten film (chociaż też), ale nadaje on ton całemu obrazowi, prowadzi go. Film ma coś magicznego, jest to trochę bajeczka. Chwilami może naiwny, chwilami może mdły, ale troszkę tam chwyta za serce. Dialogi z przekazem (niektóre teksty wręcz do zapamiętania). Dorociński – super, Stoliman – średniawo. Muzyka – cudo. Warto obejrzeć? Warto.

Dramat/romans
rok: 2007
reżyseria: Maciej Wojtyszko, Łukasz Wiśniewski
scenariusz: Witold Horwath 

4 komentarze:

  1. Dzisiaj leci na TVP2 jednak u mnie przegrał rywalizację z "Elizabeth". Mimo tego, w dalszym ciągu chcę go obejrzeć :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się to, w jaki sposób film przedstawia polską mentalność czyli układy, mafia, łapówki, skorumpowana władza, niekompetencja i patologia w pracy, brak perspektyw itd.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogród Luizy to jeden z nielicznych filmów rodzimej produkcji,które są na prawdę dobre. Wspominam ten obraz bardzo dobrze i historia nie taka zwyczajna na pohybel tym wszystkim dupianym komedyjkom romantycznym. :):) W jednej kwestii się z Tobą nie zgadzam. Co prawda masz rację , że Dorociński jest super (też tak myślę), ale nie tylko on pociągnął ten film, czyżbyś zapomniała o Soliman, Preis ?? A Stroiński ?

    OdpowiedzUsuń