"Pod Mocnym Aniołem" - recenzja

dramat
rok: 2014 
reżyseria: Wojciech Smarzowski
scenariusz: Wojciech Smarzowski

Jerzy jest mężczyzną elokwentnym, inteligentnym i odnoszącym sukcesu na rynku wydawniczym. Jest też alkoholikiem - tak samo jak Jerzy Pilch, autor powieści o tym samym tytule, na podstawie której Smarzowski nakręcił swój ostatni film. "Egzystencja ludzka sprowadza się do usilnych starań o poprawę samopoczucia" - mówi w jednej ze scen Jacek Braciak. Ten film samopoczucia wam z pewnością nie poprawi. Czy warto więc go oglądać? 

Znany nam dobrze skład aktorski, ostry dowcip, ocieranie się o groteskę - wbrew pozorom to nieco inny Smarzowski.  Jego produkcje są specyficzne, ale nadają się dla szerszego grona odbiorców (co potwierdza rekordowa liczba widzów "Drogówki"). Inaczej jest z "Pod Mocnym Aniołem". To solidne studium alkoholizmu jest najbardziej przerażającym z jego dzieł.


Kino oprócz przyjemności serwuje nam różne niełatwe tematy - moralne zepsucie, bieda czy narkomania. Przedstawia różne patologiczne sytuacje, ale jest to najczęściej... kontrolowane. Niby mamy lubiącego za bardzo używki muzyka, ale to wszystko jest ładne i czyste. Nawet gdy leży nieprzytomny gdzieś pod barem, oprócz zwichrzonego włosa wygląda całkiem dobrze. Oglądamy bezdomnego - ma podarte, brudne ubrania i siedzi na ulicy, ale nie patrzymy na wzbudzające odruchy wymiotne sceny jak wyjada ze śmietnika resztki zepsutego jedzenia. Osoby podczas chemioterapii w czasie jednej sceny poleżą w łóżku i uronią łzę, ale przez większość produkcji mają się całkiem nieźle, podziwiają z radością zachody słońca i kwiaty w ogródku, o który mają siłę dbać. Tak to już jest z kinem, ale wyjątkiem od tego jest "Pod Mocnym Aniołem". Smarzowski nie udomowił na potrzeby filmu, nie ugłaskał ani nie złagodził tematu. Dostajemy na tyle, ile to możliwe w kinie, alkoholizm taki jakim jest. Biorąc pod uwagę, że kino ma dostarczać emocji, rozrywki, wzruszeń, ale ma się je dobrze oglądać możecie nie być zadowoleni. Więckiewicz w tym filmie pije, pije, pije i znowu pije. A potem pije, pije i wiecie co? Pije. Fabuły brak, bo jak pijesz to tracisz fabułę. Bar, dom, izba. Bar, dom, izba. Tło się w ogóle nie zmienia.

W filmie oglądamy sytuacje, nazwę to skrajne. Zaznaczam, że produkcja przedstawia ciężką formę choroby alkoholowej, jej ostatnią fazę. Uzależnienie u przedstawionych bohaterów zaczęło się już lata, a nawet dziesiątki lat wcześniej. Precyzując - to nie jest tylko film o osobie borykającej się z alkoholizmem, to historia takiej osoby, znajdującej się w ciągu alkoholowym, bo to w pierwszej kolejności nie jest produkcja o piciu, a o chorobie właśnie. Niestety z tego co czytam i słyszę, wiele osób (pomimo, że mamy XXI wiek przypominam) uważa, że człowiek ma wpływ i w pełni panuje nad niektórymi dopadającymi go zaburzeniami czy nawet chorobami psychicznymi (często słyszy się takie sądy w temacie depresji). W jednej z książek (to było chyba "Prozac Nation") przeczytałam fajne zdanie, nie pamiętam dokładnie budowy, przekażę tylko sens, zwracając się do osób, które należą do tych nierozumiejących mechanizmów powstawania niektórych chorób - jak złamiecie nogę, to nawet jeśli bardzo ładnie i z wielkim przekonaniem powiecie jej żeby nie było złamana, to nie uda wam się jej wyleczyć, potrzebna jest pomoc z zewnątrz. Można całe życie pić i o alkoholizm się nie otrzeć i pić mało, a na chorobę zapaść - w przypadku tego schorzenia, tak jak i większości innych, pierwsze skrzypce gra biologia. Tego typu seans, szczególnie jeśli nie jest się osobą obdarzoną dużą dozą empatii, jest świetną okazją do poszerzenia swojej wiedzy na temat jednej z najbardziej podstępnych, nieuleczalnych chorób, do jakich należy alkoholizm.

Smarzowski zostawił symboliczne ślady swojej wrażliwości i stylu, jednak historię Jerzego opowiedział jeszcze dosadniej niż zawsze. Więckiewicz jest jednym z moich ulubionych i najlepszych polskich aktorów, znowu pokazał coś nowego, brawa! Kończąc - film wam się prawdopodobnie nie spodoba, wiecie czemu? Bo życie alkoholika nie jest ciekawe, a na pewno nie ma w nim nic fajnego do oglądania. Może są lepsze filmy o alkoholizmie - ciekawsze czy bardziej poruszające, ale nie sądzę by był bardziej realistyczny. Po seansie będziecie czuli się jak po serii uderzeń pięścią w twarz - 9/10. 

4 komentarze:

  1. Dawno widziałam, ale pamiętam, że długo po nim płakałam. Myślę, że drugi raz nie odważyłabym się go obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam kiedy leciał w tv, ze 2-3 dni temu, a jeszcze dziś mi się śniła izba wytrzeźwień.

      Usuń
  2. Nie oglądałam tego filmu, ale nie wiem czy odważyłabym się go obejrzeć

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię filmy Smarzowskiego, faktycznie są specyficzne. ,,Pod Mocnym Aniołem" mam dopiero w planach!

    OdpowiedzUsuń