"Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1" - recenzja

akcja/sci-fi
oryginalny tytuł: The Hunger Games: Mockingjay Part 1
rok: 2014
reżyseria: Francis Lawrence
scenariusz: Danny Strong, Peter Craig

To po prostu nieprawdopodobne jak po bardzo dobrej jedynce i po rewelacyjnej dwójce można stworzyć coś takiego. Nie jest to kompletna porażka, której nie da się oglądać. Film ma oczywiście dobre, mocne momenty, ale zapomnijcie o łzach czy ściśniętym żołądku. Nawet jeśli zaczyna być nieźle po chwili oglądamy coś tak naiwnego i sztucznego, że zbudowane emocje momentalnie pryskają.

Nowe "Igrzyska śmierci" to film oczywisty, popadający w parodię, naiwny, płytki i zwyczajnie nudny. Wciąż słuchamy tych samych rozmów, oglądamy te same obrazy i te same obolałe twarze. Produkcji nie można też specjalnie pochwalić za zdjęcia czy scenografię. Większość ujęć jest bardzo podobna i nie robi większego wrażenia. Jest dobrze, ale tylko dobrze. Oczywiście jest to produkcja pod pewnymi względami zrobiona dokładnie i porządnie. Widać ogromny budżet i technicznie wysoki poziom, ale nie zostało to należycie wykorzystane.
 Klasę jak zawsze pokazała stonowana Julianne Moore, gdzieś w kąciku wciąż podśmiewa się wyluzowany Seymour Hoffman, a Hemsworth (jak cały film) jest totalnie płaski. U Josha Hutchersona głównie wrażenie robi charakteryzacja. Nawet Lawrence pomimo kilku niezłych scen zagrała średnio. W pewnym momencie jej wiecznie otwarte usta i wybałuszone oczy zaczęły śmieszyć i mnie i resztę sali. Chyba jedyną rzeczą co do której nie mam żadnych zastrzeżeń jest muzyka, chociaż soundtrack z poprzedniej części był bardziej zauważalny i zwyczajnie lepszy.


Nie mam nic przeciwko wolnemu tempu i braku ciągłej akcji jak w poprzednich filmach jednak tutaj słuchamy wciąż tych samym słabych, naciąganych dialogów i oglądamy sztuczną, mało przejmującą historię. Jeśli ktoś jest bardzo młodą osobą, która uwielbia serię "Igrzyska śmierci" pewnie i tak wyjdzie zadowolony ciesząc się, że znowu ogląda swoich ulubionych bohaterów w akcji. Wydaje mi się, że ma szansę się spodobać tylko młodszej publiczności. O filmie zapomniałam sekundę po wyjściu z kina. Jestem po prostu bardzo zawiedziona. Oczywiście to nie film zasługujący na oceny typu 2/10, ale jest ogromna przepaść pomiędzy tą, a poprzednimi częściami. Raczej nie polecam, chociaż pewnie jeśli tak jak mnie zachwycił was poprzedni film to i tak się wybierzecie, ale uprzedzam - nie oczekujcie wiele. Doskonale to rozumiem, bo pewnie sama wybiorę się za rok na finał. Jak na razie "Igrzyska..." bez igrzysk się nie sprawdziły, zobaczymy jak będzie następnym razem.

Uprzedzam, że nie przekonuje mnie argument, że film musiał tak wyglądać, bo łączy wcześniejszą część z finałem. W kinie jestem widzem i oceniam film jako całość, a ten jest kiepski. Zresztą jak piszę, to nie o brak akcji mi chodzi, ale o słabe wykonanie.


Recenzja pierwszej części TUTAJ, a drugiej TUTAJ.
Przegląd filmów z Jennifer Lawrence TUTAJ.

10 komentarzy:

  1. Ja nie byłam w stanie przeczytać książki, zajrzałam tylko w zakończenie żeby się dowiedzieć kogo wybierze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę warto przeczytać, ponieważ jest tam dużo wzruszających momentów i nie jestem pewna, że wystarczało ci kogo wybrała bo to, według mnie, jest bezsensowne i nie dające satysfakcji. Wiesz może kto zginął z jej najbliższych? Nie? Tak myślałam...

      Usuń
  2. Ten film to tragedia, odradzam kazdemu. Strata czasu i pieniedzy..

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczę, jakoś mnie to nie dziwi, chyba dlatego, że poprzednie części też mnie nie powaliły. Ekranizacja pierwszego tomu była według mnie bardzo słaba. "W pierścieniu ognia" dużo bardziej mi się podobało, ale też nie przeżyłam zachwytu. No nic, do kina pójdę, ale już wiem, że nie mam co się nastawiać na coś wielkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jedynkę oceniam na gdzieś 7,5, a drugą część na 9/10 (pewnie duuży ekran zrobił też swoje:). Za to wczorajszy seans na 5/10. Rzadko zdarza się film dla młodzieży, który jest nie dość, że prawdziwym widowiskiem (tak według mnie można opisać "W pierścieniu ognia"), a do tego filmem dobrze zagranym, z interesującymi postaciami i niegłupim. Świetna rozrywka, ciekawy pomysł i wspaniałe pod każdym kątem wykonanie (efekty, scenografia, muzyka!) - druga część naprawdę mnie i zaskoczyła i bardzo mi się podobała :) Szkoda, że trzecia zaskoczyła mnie w inny sposób.

      Usuń
  4. Szkoda, że każda kolejna część jest coraz słabsza. Przyznam szczerze, że planuję się wybrać do kina na ten film, ale z ostatnich dwóch części to jedynka zrobiła na mnie lepsze wrażenie. Interesująca recenzja. Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie za wiele oczekiwałam po tym filmie i całkiem nieźle się bawiłam, ale faktem jest, że podzielenie ostatniej części na dwa filmy nie zrobiło im najlepiej. Kiedy producenci chcą zarobić dwa razy, zwykle przedostatnia część wychodzi nudna i ucięta w niezbyt fortunnym momencie. Po "Igrzyskach..." od razu do głowy przyszły mi ekranizacje książek o Harrym Potterze. Było podobnie, przedostatnią część można by skrócić do 15 minut.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety jeśli ktoś nie czytał książki to film większości się nie spodoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to bardzo kiepściutki to film skoro jest oglądalny tylko po przeczytaniu książki. Dla przeciętnego widza, który do niego usiądzie to niestety... Ale kolejna część musi się udać!

      Usuń
  7. A czego wy oczekujecie?
    Po pierwsze im zależy na pieniądzach. Dlatego kosogłos jest w dwóch częściach.
    Mogliby spokojnie zrobić jedną część. Lecz... Wyszło na to, że Kosogłos Part 1 to typowy wstęp do czegoś co na 100% będzie mistrzostwem.
    "Jak na razie "Igrzyska..." bez igrzysk się nie sprawdziły, zobaczymy jak będzie następnym razem." Kosogłos to nie są już igrzyska! Kosogłos to opowieść o świecie PO IGRZYSKACH. O świecie w którym każdy walczy o lepsze jutro. To już nie będzie historia o dziewczynie biegającej po lesie czy plaży, zawieszonej pomiędzy 2 gorącymi romansami. Jeżeli oczekujecie czegoś na kształt 2 czy 1 części to lepiej tego nie oglądajcie.
    Przykro mi, ale tą historię trzeba zrozumieć.
    Dla mnie 1 część Kosogłosa, KTÓRA NIE JEST 3 CZĘŚCIĄ IGRZYSK to w razie czego KONTYNUACJA losów bohaterów Igrzysk.
    No ludzie... Nawet jeśli chcecie obejrzeć film, to zagłębcie się trochę samą teorię.
    Aż mnie serce boli od tego co tutaj zostało napisane.
    Spoko, każdy wyraża swoje zdanie, szanuję to. Ale no przepraszam... Żeby cokolwiek wynieść z Kosogłosa trzeba znać samą teorię.
    To nie są już głodowe zabawy na arenie! To jest wojna...
    Ktoś musiał Wam to powiedzieć, bo to żałosne czytać komentarze typu "Nie idźcie na film, bo tylko szkoda kasy".
    Proszę bardzo, wyrażajcie swoje opinie, ale mając jakiekolwiek pojęcie o samej historii...
    Życzę abyście się zorientowali, że nie zastaniecie już żadnych Igrzysk, ani młodej Katniss, która utrzymuje rodzinę, opiekuje się siostrą.

    OdpowiedzUsuń