komedia/dramat
rok: 2014
reżyseria: John Slattery
scenariusz: John Slattery, Alex Metcalf
Absolutna śmietanka aktorska - Philip Seymour Hoffman, Christina Hendricks, Richard Jenkis i John Turturro spotkali się przy okazji reżyserskiego debiutu Johna Slattery'ego, znanego głównie z serialu "Mad Men". Nie było to niestety udane spotkanie. Film walczył o Główną Nagrodę Jury w Sundance, film bardzo się starał, film chciał być ambitny, ale się zwyczajnie nie udał.
Młody Leon Hubbard niespodziewanie ginie w pracy. Jego matka nie może pogodzić się ze śmiercią syna i mając przeczucie, że nie był to wcale zwykły wypadek próbuje za wszelką cenę dociec prawdy. W tym samym czasie wszelkich formalności związanych z pogrzebem dopełnia jej mąż Mickey.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą philip seymour hoffman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą philip seymour hoffman. Pokaż wszystkie posty
10 filmów, których akcja toczy się w latach 80-tych
Biały ptak w zamieci (White Bird in a Blizzard)
Po intrygującym zwiastunie i niemałych
oczekiwaniach film suma summarum mnie trochę zawiódł, bo dostał "tylko"
7/10, ale z drugiej strony kilkukrotnie wracałam do niego myślami.
Bardzo podobała mi się Shailenie Woodley, klimat i... No właśnie nie wiem co, ale ma coś w sobie.
"Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1" - recenzja
akcja/sci-fi
oryginalny tytuł: The Hunger Games: Mockingjay Part 1
rok: 2014
reżyseria: Francis Lawrence
scenariusz: Danny Strong, Peter Craig
To po prostu nieprawdopodobne jak po bardzo dobrej jedynce i po rewelacyjnej dwójce można stworzyć coś takiego. Nie jest to kompletna porażka, której nie da się oglądać. Film ma oczywiście dobre, mocne momenty, ale zapomnijcie o łzach czy ściśniętym żołądku. Nawet jeśli zaczyna być nieźle po chwili oglądamy coś tak naiwnego i sztucznego, że zbudowane emocje momentalnie pryskają.
Nowe "Igrzyska śmierci" to film oczywisty, popadający w parodię, naiwny, płytki i zwyczajnie nudny. Wciąż słuchamy tych samych rozmów, oglądamy te same obrazy i te same obolałe twarze. Produkcji nie można też specjalnie pochwalić za zdjęcia czy scenografię. Większość ujęć jest bardzo podobna i nie robi większego wrażenia. Jest dobrze, ale tylko dobrze. Oczywiście jest to produkcja pod pewnymi względami zrobiona dokładnie i porządnie. Widać ogromny budżet i technicznie wysoki poziom, ale nie zostało to należycie wykorzystane.
oryginalny tytuł: The Hunger Games: Mockingjay Part 1
rok: 2014
reżyseria: Francis Lawrence
scenariusz: Danny Strong, Peter Craig
To po prostu nieprawdopodobne jak po bardzo dobrej jedynce i po rewelacyjnej dwójce można stworzyć coś takiego. Nie jest to kompletna porażka, której nie da się oglądać. Film ma oczywiście dobre, mocne momenty, ale zapomnijcie o łzach czy ściśniętym żołądku. Nawet jeśli zaczyna być nieźle po chwili oglądamy coś tak naiwnego i sztucznego, że zbudowane emocje momentalnie pryskają.
Nowe "Igrzyska śmierci" to film oczywisty, popadający w parodię, naiwny, płytki i zwyczajnie nudny. Wciąż słuchamy tych samych rozmów, oglądamy te same obrazy i te same obolałe twarze. Produkcji nie można też specjalnie pochwalić za zdjęcia czy scenografię. Większość ujęć jest bardzo podobna i nie robi większego wrażenia. Jest dobrze, ale tylko dobrze. Oczywiście jest to produkcja pod pewnymi względami zrobiona dokładnie i porządnie. Widać ogromny budżet i technicznie wysoki poziom, ale nie zostało to należycie wykorzystane.
"Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia" - recenzja
akcja/sci-fi
oryginalny tytuł: The Hunger Games: Catching Fire
rok: 2013
reżyseria: Francis Lawrence
oryginalny tytuł: The Hunger Games: Catching Fire
rok: 2013
reżyseria: Francis Lawrence
scenariusz: Simon Beaufoy, Michael Arndt
Bałam się, że nie będę miała co napisać o tym filmie, bo tak
to już bywa z tego typu seriami. Jeśli chodzi przykładowo o „Zmierzch” mam
wrażenie, że o wszystkich częściach oprócz pierwszej mogłabym napisać
praktycznie to samo. Na szczęście okazało się, że po seansie „Igrzysk śmierci:
W pierścieniu ognia” mam wiele do powiedzenia. Czemu? Jest po prostu dużo
lepszy od części pierwszej. Recenzję "Igrzysk śmierci" znajdziecie tutaj.
Recenzja: "Mistrz"
dramatoryginalny tytuł: The Master
rok: 2012
reżyseria: Paul Thomas Anderson
scenariusz: Paul Thomas Anderson
Freddie (Joaquin Phoenix) to weteran wojenny, nadużywający alkoholu, agresywny, zagubiony, uciekający przed prawdziwym życiem, niepanujący nad emocjami, ciałem, można rzec - wręcz szaleniec. Miota się tu i tam, aby w końcu włócząc się trafić jakimś cudem na luksusowy statek. Tam poznaje tytułowego Mistrza (Philip Seymour Hoffman) – pisarza, lekarza, filozofa, założyciela ruchu duchowego. Wysłuchuje jego zawiłych wywodów o reinkarnacji i innych mądrości, niestety ten dość prymitywny mężczyzna za cholerę nie może pojąć o czym facet bredzi. Jednak obu coś do siebie ciągnie. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że guru wyhodował sobie posłusznego oddanego, który jedynym mu znanym sposobem przekonywania innych do swojego zdania (czyli laniem po mordzie) broni swego pana, gdy ktoś skrytykuje to co mówi. Ta relacja jednak nie jest tak prosta i sami panowie chyba także nie zdają sobie sprawy jakie znaczenie mają dla siebie nawzajem. Freddie staje się na raz królikiem doświadczalnym, przyjacielem, inspiracją, członkiem rodziny, obrońcą i towarzyszem Mistrza. Dużą rolę odgrywa też żona przywódcy (Amy Adams), niech nie zmyli was ten słodki uśmieszek, jak to gdzieś przeczytałam, taka z niej Lady Makbet.
16 listopada: "Mistrz" – czyli wielki powrót Phoenixa
już jest recenzja! zapraszam: tutaj
Pytając znajomych, zdobyłam informacje, że aktor jest kojarzony
głównie z roli Cesarza rzymskiego w "Gladiatorze" z 2000 roku. W
kolejnych tygodniach postaram się przybliżyć wam jego osobę i zrecenzować
najlepsze według mnie filmy, w których wystąpił. Na razie opowiem o wspomnianym
na początku, nadchodzącym filmie "Mistrz". Jak napisałam na film
czekałam długo i myślę, że na prawdę warto się na niego wybrać, ale po
przeczytaniu tekstu ocenicie sami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





