Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alec baldwin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alec baldwin. Pokaż wszystkie posty

"Blue Jasmine" - recenzja

dramat
rok: 2013
reżyseria: Woody Allen
scenariusz: Woody Allen

"Wszystko gra" (od którego minęło nota bene już 10 lat) otrzymało ode mnie 8/10. Od tego czasu Allen nakręcił sporo. Niektóre były gorsze ("Scoop-Gorący temat"), niektóre trochę lepsze ("Vicky Cristina Barcelona"), ale w końcu po wizycie w kinie na "Zakochanych w Rzymie" powiedziałam "stop! koniec dawania mu szans, ciągle oglądam to samo, a jest to co najwyżej niezłe!". Trzech najnowszych już nie obejrzałam. Pisano sporo, dyskutowano, a ja niewzruszona przez ostatnie 3 lata ignorowałam wszystko co związane z Allenem. Wczoraj mignęła mi reklama "Blue Jasmine" (w przyszłym tygodniu będzie je wyświetlać tvp2). Podniosłam wzrok i zobaczyłam zrozpaczoną twarz Blanchett. Coś we mnie pękło, a że ostatnio cierpię na niepoprawny optymizm to po trzyletniej separacji Allen dostał kolejną "ostatnią" szansę.

"Mission: Impossible - Rogue Nation" - recenzja

sensacyjny
rok: 2015
reżyseria: Christopher McQuarrie
scenariusz: Christopher McQuarrie

Po blisko 20 latach od premiery "Mission: Impossible" Ethan Hunt znowu dokonuje misji niemożliwej. Po raz piąty skacze, walczy, biega, a przy tym ociera się o śmierć i wyrabia takie rzeczy, że przy "sensacyjny" powinno pojawić się też "fantasy". Tym jednak razem sławny agent IMF walczy z tajemniczą organizacją przestępczą Syndykat.

"Still Alice"

dramat
rok: 2014
reżyseria: Richard Glatzer, Wash Westmoreland
scenariusz: Richard Glatzer, Wash Westmoreland

Na początku trzeba rozdzielić dwie rzeczy - Moore i całą resztę filmu. O tym drugim nie ma za bardzo co pisać, bo to główna bohaterka tworzy wszystko co dobre i nadaje ton całej opowieści, na niej też się skupię. Julianne Moore to aktorka najwyższej klasy, która oczywiście zasługuje w pełni by mieć na półce Oscara, ale (pewnie się narażę) tak samo dobre kreacje stworzyła moim zdaniem w melodramacie "Koniec romansu", w "Godzinach", ostatnio w "Mapach Gwiazd" czy nawet w "Mieście ślepców" (nie widziałam jej jeszcze u Andersona, a podobno było równie wspaniale). Nie wspominając o takich perełkach jak Charley, także ewentualny Oscar będzie moim zdaniem nagrodą za całokształt, bo mimo, że poruszający to nie jest to pokaz aktorstwa, który zwalił mnie z nóg. Wyprzedzając komentarze - nie sądzę, że im więcej aktor skacze i krzyczy na ekranie tym lepsza jest gra, naprawdę potrafię docenić takie skromniejsze, a często silniejsze w przekazie występy. Jej wyczucie i oszczędność oczywiście zasługują na pochwały, ale po tym całym gadaniu o mistrzowskiej grze w "Still Alice" spodziewałam się jakieś petardy, a dostałam jak zawsze bardzo dobrą Moore (czy nie była mistrzowska w "Mapach Gwiazd"?). Wydaje mi się, że głównym powodem, dla którego film aż tak wzrusza (były łzy i to nie raz) jest po prostu dobrze skonstruowany scenariusz (na takiej historii ciężko jest się nie wzruszyć), chociaż z drugiej strony inna interpretacja innej aktorki mogłaby zrobić z niego kiczowatą dramę.