Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cate blanchett. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cate blanchett. Pokaż wszystkie posty

"Blue Jasmine" - recenzja

dramat
rok: 2013
reżyseria: Woody Allen
scenariusz: Woody Allen

"Wszystko gra" (od którego minęło nota bene już 10 lat) otrzymało ode mnie 8/10. Od tego czasu Allen nakręcił sporo. Niektóre były gorsze ("Scoop-Gorący temat"), niektóre trochę lepsze ("Vicky Cristina Barcelona"), ale w końcu po wizycie w kinie na "Zakochanych w Rzymie" powiedziałam "stop! koniec dawania mu szans, ciągle oglądam to samo, a jest to co najwyżej niezłe!". Trzech najnowszych już nie obejrzałam. Pisano sporo, dyskutowano, a ja niewzruszona przez ostatnie 3 lata ignorowałam wszystko co związane z Allenem. Wczoraj mignęła mi reklama "Blue Jasmine" (w przyszłym tygodniu będzie je wyświetlać tvp2). Podniosłam wzrok i zobaczyłam zrozpaczoną twarz Blanchett. Coś we mnie pękło, a że ostatnio cierpię na niepoprawny optymizm to po trzyletniej separacji Allen dostał kolejną "ostatnią" szansę.

"Hobbit: Bitwa Pięciu Armii" - recenzja

fantasy/przygodowy
rok: 2014
oryginalny tytuł: The Hobbit: The Battle of the Fives Armies
reżyseria: Peter Jackson
scenariusz: Peter Jackson, Fran Walsh, Philippa Boyens, Guillermo del Toro

Jednak zdecydowałam się na symboliczny post. Ciężko uwierzyć, ale to naprawdę koniec. Mam za sobą ostatniego Hobbita. Jestem zarazem szczęśliwa i smutna, ale to chyba normalne przy takich seriach. Osoby, które widziały poprzednie części zapewne wiedzą czego się spodziewać. Tak - to jest bajeczka i tak - panowie od efektów znowu popłynęli. Jeśli bolała was scena z beczkami musicie uzbroić się w cierpliwość i spojrzeć na ostatni film z przymrużeniem oka - tu dopiero Legolas robi wygibasy i tu dopiero widzimy ogrom efektów specjalnych. "Hobbit" jest pod wieloma względami inny od "Władcy Pierścieni" i to można albo zaakceptować albo nie. Po obejrzeniu pierwszej filmu - "Hobbit: Niezwykła podróż" byłam nieco zaskoczona jego bajkowością, ale przytaknęłam koncepcji Jacksona.

Świat Wesa Andersona


Ci, którzy widzieli przynajmniej dwa filmy Wesa Andersona z pewnością zauważyli powtarzające się, podobne elementy, z których składa się przedstawiany przez niego świat. Postanowiłam pogłowić się trochę i wypisać wszystko co przyjdzie mi do głowy, udało się dostrzec 29 z nich :)

"Podwodne życie ze Stevem Zissou" - recenzja



komedia/dramat/przygodowy
oryginalny tytuł: The Life Aquatic with Steve Zissou
rok: 2004
reżyseria: Wes Anderson
scenariusz: Wes Anderson

Szóstym (i przedostatnim) filmem Wesa Andersona, który obejrzałam jest "Podwodne życiem ze Stevem Zissou". Produkcja nie przebiła "Fantastycznego Pana Lisa", ale umiejscowiłam ją nad "Genialnym klanem" i "Rushmore". Film to standardowo wysoki (pod każdym względem) poziom Andersona, ale tym razem z większą domieszką akcji. Jak zawsze świetne, złożone postaci: Murray, który przeszedł samego siebie, Willem Dafoe, którego nie spodziewałam się tutaj, a mile mnie zaskoczył i przykuwał uwagę oraz równie niebanalna i hipnotyzująca Anjelica Huston w roli żony głównego bohatera. Trzeba również wspomnieć o Cate Blanchett i Owenie Wilsonie, którzy byli nie tak mocno zarysowanymi, ale przez to niejednoznacznymi bohaterami. Z nimi również łączy się pewne napięcie, gdyż widz do końca nie wie jakie są między nimi, a Stevem Zissou powiązania, relacje i czy z reporterką nie wiąże się jakaś tajemnica.

Recenzja: "Hobbit: Niezwykła podróż"

fantasy/przygodowy 
oryginalny tytuł: The Hobbit: An Unexpected Journey 
rok: 2012 
reżyseria: Peter Jackson 
scenariusz: Guillermo del Toro, Peter Jackson, Fran Walsh, Phillippa Boyens

Zacznę od tego, że film oglądałam w 2D. Zaciągnął mnie na niego chłopak i wielkie dzięki mu za to, bo bez chwili zastanowienia wystawiłam 9/10. W efekcie z seansu wyszłam dużo bardziej zadowolona ja, ale przejdźmy do recenzji.
Istotną, dla niektórych wręcz zaskakującą rzeczą, o której trzeba wspomnieć na początku jest cały klimat w jakim utrzymany jest film. Myślę, że nie będzie przesadą jeśli powiem, że na jego połowę składały się różnorakie zabawne momenty (na pewno było ich więcej niż tych mrocznych!). Nie znam nazw wszelkich stworów itd. z książek Tolkiena, także będę pisała po swojemu. Co wywoływało uśmiech na twarzy? Śmieszne postaci, takie jak zwariowany czarodziej, który jest typową postacią komiczną. Cały początek filmu, czyli wieczerza u Bilbo głównie bawi (podkreślam głównie – bo nie tylko) – zaskoczony wizytą niezapowiedzianych gości Bilbo i (zbyt) swobodne zachowanie krasnoludów. Nawet w dalszej części filmu niektóre momenty walk (np. z trollami) ewidentnie mają rozbawić widza.