Urodzona 46 lat temu w Nowym Jorku. Córka Francisa Ford Coppoli, aktorka, projektantka mody, reżyserka
reklam (Dior, H&M), teledysków, no i w końcu reżyserka filmów, laureatka
Oscara. Studiowała fotografię i malarstwo. Zadebiutowała już jako niemowlę w "Ojcu Chrzestnym". Jej pierwszym mężem był reżyser Spike Jonze, obecnie jest z liderem zespołu Phoenix. Na co dzień projektuje dla japońskiej marki Milkfed. Dzisiaj przegląd filmów uzdolnionej artystki i kobiety, której sukcesu nie można wytłumaczyć nazwiskiem, bo tworzy naprawdę dobre kino.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elle fanning. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elle fanning. Pokaż wszystkie posty
"Czarownica" - recenzja
oryginalny tytuł: Maleficent
rok: 2014
reżyseria: Robert Stromberg
scenariusz: Linda Woolverton
Chyba już wszyscy zrecenzowali tegoroczny hit Disneya. Ja z małym
poślizgiem, ale również musiałam wybrać się do kina. Zmuszona brakiem napisów w
wersji 2D zdecydowałam się na wersję 3D. Było trochę zapierających dech w
piersiach widoków i fajnych efektów, ale 3D zdecydowanie nie okazało się być niezbędne tej
produkcji. Było to takie subtelne, niemęczące 3D (nic nie latało koło twarzy), które i tak muszę polecić, bo głos Angeliny trzeba, ale to trzeba usłyszeć.
Jolie była rzeczywiście obłędna. Uwielbiam scenę
pierwszej walki gdy nawołuje leśnych towarzyszy i krzycząc z całych sił
przegania przeciwnika broniąc swego królestwa. Wielowymiarowa, ciekawa i
zabawna bohaterka, której nie da się nie pokochać. Obsadzenie Angeliny w tej
roli było znakomitym posunięciem. Prawdopodobnie gdyby nie jej powalająca
kreacja film pozostałby przeciętną produkcją fantasy. Zostałam mile zaskoczona
sporą ilością scen z Samem Rileyem. Grany przez niego bohater odgrywał niemałą
rolę w całej historii. Fakt, że nie miał zbyt wiele do pokazania, ale na tyle ile mógł zaprezentował się bardzo
dobrze i po prostu pasował do produkcji. Cholernie się cieszę, bo może po tym
występie otrzyma wreszcie porządną, pierwszoplanową rolę, na co od dawna
czekam.
"Kupiliśmy zoo" - recenzja
oryginalny tytuł: We Bought a Zoo
rok: 2011
reżyseria: Cameron Crowe
scenariusz: Cameron Crowe, Aline Brosh McKenna
„Jerry Maguire”, „U progu sławy”, „Elizabethtown”
i wreszcie „Vanilla Sky” – to wszystko filmy w reżyserii Camerona Crowe’a. „Kupiliśmy
Zoo” według mnie nie jest lepsze od żadnego z nich, ale to nie szkodzi, bo
tak to jest z kinem familijnym. Ma być ciepłe, umilić czas, zachować pewną uniwersalność
żeby spodobać się młodszym i starszym, przez chwilę wzruszyć (ale tak żeby obyło
się bez potoku łez) i sprawić, że
niedziela będzie bardziej słoneczna. Wszystkie te punkty zostały spełnione,
także film w swoim gatunku można zaliczyć do udanych, ale nic więcej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


