Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emile hirsch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emile hirsch. Pokaż wszystkie posty

Nadzieje kina

To okazał się w sumie trudny do napisania post. Nie dość, że musiałam długo wypisywać nazwiska by nikogo o kim chciałabym wspomnieć nie pominąć, to do tego trzeba było zastanowić się nad aktorską przyszłością tych osób. Najbardziej jednak jestem ciekawa waszej opinii i waszych przeczuć kto za kilka lat okaże się na prawdę dobrym aktorem czy aktorką i nie zniknie jak np. Mena Suvari przed którą drzwi stały otworem po pamiętnej roli w "American Beauty" w 1999 roku, a później... No niestety. W niektórych przypadkach problemem była ocena tego kogo można nazwać "nadzieją kina", a kto mimo młodego wieku ma już na tyle bogatą filmografię, że nie nadaje się do tego zestawienia. Przedstawiam dzisiaj baaardzo subiektywnie moje aktorskie nadzieje, czyli osoby, który trochę już pokazały, ale czuję, że to dopiero początek i pokażą nam znacznie więcej. Filmy i nazwiska na niebiesko to linki, zapraszam serdecznie do lektury :)

"Powtórnie narodzony" - recenzja




dramat
oryginalny tytuł: Venuto al mondo
rok: 2012
reżyseria: Sergio Castellitto
scenariusz: Sergio Castellitto, Margaret Mazzantini

„Powtórnie narodzony” to długa i przejmująca historia życia kilku znajomych. To film o ich miłości, przyjaźni, cierpieniu… Po prostu o ich losach na przestrzeni wielu lat. Powoli, pomału poznajemy wszystkich po kolei, przez to też niesamowicie angażujemy się w ich problemy. Głównymi bohaterami są studentka Gemma (Penelope Cruz) i fotograf Diego (Emile Hirsch). Włoszka i Amerykanin poznają się w Sarajewie i zakochują od pierwszego wejrzenia. Kobieta zachodzi w ciążę, lecz niestety nie długo cieszą się wspólnym szczęściem, a w między czasie wybucha wojna. Część filmu dzieje się współcześnie i pokazuje podróż Gemmy i jej syna do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło wiele lat wcześniej, jednak większość to historia miłości jej i Diega.

Let's cry, czyli filmy, które mnie wzruszyły

Nie wszystkie to historie miłosne, w niektórych ktoś umiera, w niektórych zapadła mi w pamięć jedna scena, w innych czułam na sobie emocje bohatera, a jeszcze inne mają po prostu mocną końcówkę. Na każdym z tych filmów coś sprawiło, że uroniłam łezkę (czasem dwie). Nie wiadomo jak by się skończyło oglądanie niektórych teraz, możliwe, że znowu automatycznie jak przy krojeniu cebuli zalałabym się łzami, a możliwe, że wtedy miałam akurat taki dzień, że przyniosło to taki efekt, a teraz obyłoby się bez większych emocji. Tak czy siak narobię sobie dzisiaj obciachu i przedstawiam listę filmów, które autentycznie mnie wzruszyły i utkwiły w pamięci. Czy dla was też będą wzruszające? Nie wiem, ale dla mnie są.