dramat
oryginalny tytuł: Suffragette
rok: 2015
reżyseria: Sarah Gavron
scenariusz: Abi Morgan
24-letnia praczka Maud Watts przypadkiem ląduje w środku zamieszek wywołanych przez sufrażystki. W tłumie rozpoznaje ją jedna ze współpracownic, która następnie wciąga ją w ruch walczący o prawa wyborcze kobiet w Wielkiej Brytanii. Watts musi stawić czoła coraz bardziej brutalnej policji, tęsknocie za synem oraz własnym rozterkom.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą carey mulligan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą carey mulligan. Pokaż wszystkie posty
Filmy, na których płakały gwiazdy
Widzowie oglądają ich na ekranie, ale czasem to oni stają się widzami. Zdarzyło mi się zwyczajnie z ciekawości szukać informacji o gustach filmowych moich ulubionych aktorów. Natknęłam się na serię wywiadów - gwiazdy zwierzyły się magazynowi W i przyznały na jakich filmach płakały. Postanowiłam wybrać kilka z ich propozycji. Niestety większości filmów nie widziałam, więc wyjątkowo opisy pochodzą od dystrybutorów bądź z filmwebu.
10 filmów, których akcja toczy się w latach 60-tych
Poważny człowiek (A Serious Man)
Gorzki, sarkastyczny, błyskotliwy komediodramat z genialną kreacją Stuhlbarga. Jedna z najoryginalniejszych i najzabawniejszych produkcji jaką widziałam. Hiob, "Proces" Kafki, kot Schrodingera - mało jest filmów, w których tak wiele teorii, postaci itp. z różnych dziedzin życia jest ze sobą w tak interesujący sposób powiązanych. O podejściu do życia, problemach, religii, decyzjach, nauce, absurdalności, priorytetach, przeciętności... Wszystko jest ze wszystkim zgrabnie połączone, a dopatrywanie się tego sprawia ogromną radość, ale jest też nie lada wyzwaniem. Jednak abstrahując od tego wszystkiego to produkcja, którą się świetnie ogląda. Mój ulubiony film braci Coen.10 filmów, których akcja toczy się w latach 20-tych
Wielki Gatsby (The Great Gatsby)
Prawdziwe widowisko, które zachwyca nie tylko rozmachem, scenografią i muzyką, ale także innymi elementami, bo historia wciąga i angażuje, a DiCaprio daje jeden z lepszych występów ostatnich lat.
Oscary w pigułce
Niestety mimo wielkich chęci i ciekawości brak czasu nie pozwolił mi obejrzeć wszystkich nominowanych do Oscarów produkcji, w sumie to zdołałam obejrzeć tylko ich mały procent. Za mało obejrzałam, żeby wymieniać typy we wszystkich kategoriach, także niżej możecie przeczytać dosłownie po kilka słów o siedmiu produkcjach, które zostały wyróżnione nominacjami do Oscarów.
"Co jest grane, Davis?" - recenzja
dramat/muzyczny
oryginalny tytuł: Inside Llewyn Davis
rok: 2013
reżyseria: Ethan Coen, Joel Coen
oryginalny tytuł: Inside Llewyn Davis
rok: 2013
reżyseria: Ethan Coen, Joel Coen
scenariusz: Ethan Coen, Joel Coen
Folkowy muzyk Llewyn Davis plącze
się po Stanach szukając szansy na karierę, zarobek oraz sposobu na odnalezienie
siebie i ułożenie życia. Jest uparty, nerwowy, jego styl bycia nie przysparza
mu przyjaciół, chociaż jakimś cudem zawsze udaje mu się dorwać czyjąś kanapę.
Próbuje sobie poradzić ze stratą przyjaciela, z tym, że innym sukces przychodzi
znacznie łatwiej i z brakiem pieniędzy.
Na rottentomatoes świetne recenzje (od
krytyków 94%), na imdb - 7,8 i tylko na filmwebie 6,9 i raczej krytyczne
komentarze. Do tego 2-3 przeczytane, powściągliwe, mówiące to samo recenzje bez
zachwytów. Z tą wiedzą i nadal dużą wiarą i ekscytacją podeszłam do seansu „Inside
Llewyn Davis”. Okazało się, że tym razem prawda leży gdzieś po środku. Bracia
nie pokazali niczego, ale to niczego nowego, jest to wręcz swojego rodzaju
powtórka z ich poprzednich produkcji. Niczym nie zaskoczyli i próżno to szukać „wartości
dodanej”. Mimo braku nowości jest to nadal
produkcja, którą można bez obciachu polecić fanom powolnych, klimatycznych
produkcji, bo jest to właśnie wyjątkowo spokojnie przedstawiona historia z kilkoma, typowymi coenowskimi momentami kiedy to patrzymy wytrzeszczając oczy czy też śmiejemy się wewnątrz. Film otrzymał 2 nominacje do Oscarów i 3 do Złotych Globów.
Najlepsze filmy obejrzane w 2013
"And When Did You Last See Your Father" - recenzja
dramat/biograficzny
rok: 2007
reżyseria: Anand Tucker
scenariusz: David Nicholls
Na wstępie powiem, że recenzję napisałam z miesiąc temu i teraz po przeczytaniu mam wrażenie, że napisałam ją tylko po to żeby oczyścić się z okropnej energii, która kłębiła się we mnie po seansie. Jak już napisałam to wrzucam, może kogoś mimo mojej opinii zainteresuje. Rzadko, ale trafia się film, który mnie wkurzy. Nie dlatego
bo mnie zawiódł tylko dlatego, że bohaterzy mnie wkurzyli i to też nie dlatego,
że tak świetnie grali i genialnie wywołali we mnie negatywne emocje, tylko po
prostu wkurzyli i zniesmaczyli do życia, a po filmie pomyślałam "no i po
co to oglądałam". Może wydawać się nieskładne to co piszę, ale takie
właśnie są moje odczucia. „And when did you last see your father?” to historia
życia Blake’a Morrisona (Colin Firth), który przez większość życia nienawidził
swojego ojca, gdyż zawsze pozostawał w cieniu wygadanego, charyzmatycznego, lubianego
i chętnie krytykującego go przy znajomych mężczyzny. Arthur Morrison (Jim Broadbent) miał też przez długi czas romans, a
Blake wciąż zastanawiał się nad podobieństwem córki znajomej ojca do jego samego.. Połowa
filmu to retrospekcje, podczas których czasem rozśmiesza nas Arthur (świetna
gra Broadbenta to jeden z niewielu plusów produkcji), dowiadujemy się o
pierwszych miłościach chłopaka i o tym jak wyglądało jego dzieciństwo i
dojrzewanie. Druga połowa scen to okres choroby i zbliżającej się szybciej niż
wszyscy przypuszczali śmierci oraz zmierzenie się z przeszłością Blake’a. Film
oparty jest o wspomnienia brytyjskiego pisarza Blake’a Morrisona.
"Wielki Gatsby" - recenzja
oryginalny tytuł: The Great Gatsby
rok: 2013
reżyseria: Baz Luhrmann
scenariusz: Baz Luhrmann, Craig Pearce
Wszędzie piszą
się, że widowisko, że głośny, że blichtr, kolorowy i tak dalej. Pomyślałam,
czemu nie? W końcu kino to też dobra zabawa, o czym ostatnio po wielu cięższych dramatach dosłownie przypomniał mi
„Gangster Squad”. Nie wiem kiedy, ale zauważyłam, że zaczęłam
podchodzić do kina trochę, hmm po prostu poważnie. Oczekiwania na premiery,
tego jak ktoś zagra, czy będzie dobry scenariusz, ocenianie czy zmusił mnie do
myślenia, czy zaciekawił, czy polecać go, czy pokrył się z wyobrażeniami. Kiedyś po prostu spontanicznie szłam ze znajomymi do kina na to co tam akurat grali (wtedy jeszcze nie znałam na pamięć wszystkich premier i nie zdarzało mi się "teraz nie ma nic ciekawego, lepiej poczekać tydzień czy dwa i iść jak będą już grali coś tam". Teraz mam
prawie, że harmonogram tego, które filmy muszę zobaczyć. „Gangster Squad” nie
jest nie wiadomo jak dobrym filmem, ale w jakiś magiczny sposób przywrócił mi tą
świadomość, że kino to też zabawa. W taką grupę produkcji wpisuje się z
pewnością „Wielki Gatsby”, gdyż jest to niewątpliwie wspaniałe i olśniewające widowisko, ale nie myślcie sobie, że nazwę go wydmuszką, bo
absolutnie nią nie jest.
Let's cry, czyli filmy, które mnie wzruszyły
Nie wszystkie to historie
miłosne, w niektórych ktoś umiera, w niektórych zapadła mi w pamięć
jedna scena, w innych czułam na sobie emocje bohatera, a
jeszcze inne mają po prostu mocną
końcówkę. Na każdym z tych filmów coś sprawiło, że uroniłam łezkę (czasem
dwie). Nie wiadomo jak by się skończyło oglądanie niektórych teraz,
możliwe, że znowu automatycznie jak przy krojeniu cebuli zalałabym się łzami, a
możliwe, że wtedy miałam akurat taki dzień, że przyniosło to taki
efekt, a teraz obyłoby się bez większych emocji. Tak czy siak narobię sobie
dzisiaj obciachu i przedstawiam listę filmów, które autentycznie mnie wzruszyły i
utkwiły w pamięci. Czy dla was też będą wzruszające? Nie wiem, ale dla mnie są.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










